Punkty Zgłoszeniowo-Koordynacyjne w Centrach Zdrowia Psychicznego działają. Rozmowa z rzeczniczką Biura do spraw pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego

Centra Zdrowia Psychicznego działają dalej?
– Tak, wszystkie. Punkty Zgłoszeniowo-Koordynacyjne są w nich czynne od poniedziałku do piątku w godz. 8-18. Dyżurują tam pielęgniarki psychiatryczne, psychologowie, psychoterapeuci i lekarze. Wystarczy zatelefonować, by dostać poradę, by dowiedzieć się, czy wymagane jest osobiste spotkanie ze specjalistą, jaka pomoc jest dostępna i potrzebna w danym przypadku. Numery telefonów Punktów Zgłoszeniowo-Koordynacyjnych i obszar ich odpowiedzialności można znaleźć na stronie czp.org.pl. A jeżeli ktoś czuje się bardzo źle, lub ma bliskiego w zaostrzonym kryzysie, powinien zadzwonić na 112, by wezwać pogotowie lub zgłosić się na izbę przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego – mówi rzeczniczka Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. 

Jak wygląda sytuacja w szpitalach psychiatrycznych i na całodobowych oddziałach?

Zostały do odwołania wstrzymane odwiedziny w szpitalach psychiatrycznych. Dla pacjentów na pewno jest to trudne, bo obecność bliskich działa kojąco, ma ogromną terapeutyczną moc, czuje się ich miłość, która pomaga wracać do zdrowia. Nawet jeśli jest się niemal całkowicie w świecie równoległym zbudowanym ze złudzeń i lęku. Często to bliski jest jedyną osobą, która z pacjentem może nawiązać kontakt.

Nie każdemu pacjentowi da się wytłumaczyć, co się teraz dzieje. Nie każdy może skorzystać z telefonu, poprowadzić rozmowę z rodziną w tej formie. Wszyscy jednak staramy się teraz w ramach solidarności społecznej, we wzajemnej trosce o siebie, ograniczyć kontakty, więc trzeba było też w szpitalach psychiatrycznych podjąć takie trudne decyzje, by te relacje ze światem zewnętrznym zawęzić do absolutnie niezbędnego minimum.

Odwołano planowane przyjęcia?

Osoby, które czekały na miejsce od miesięcy, ale są we w miarę stabilnym stanie, nie dostaną się teraz do szpitala. Mają być przyjmowane tylko przypadki bezwzględnie wymagające hospitalizacji, czyli na przykład osoby z myślami samobójczymi czy w ostrej psychozie.

Z oddziału nie mogą wychodzić pacjenci, którzy mieli prawo do wolnych wyjść – spacerów po otoczeniu szpitala, udania się do szpitalnego kiosku po zakupy, kupienia sobie czegoś w szpitalnym bufecie. Teraz oddziały całodobowe są naprawdę zamknięte. Prawie. Personel z nich przecież wychodzi, jeździ komunikacją miejską. To teoretycznie może się wiązać z groźbą wniesienia wirusa.

Wyobrażam sobie, że nastroje są napięte?

Na oddziałach jest bardziej nerwowa atmosfera niż zwykle. Trzeba też pamiętać, że bliscy do szpitala dostarczali podstawowe rzeczy, pomagające w nim przetrwać, jak podpaski, mydło, szampon do włosów, papier toaletowy, kawa, owoce, woda mineralna czy czyste ubrania na zmianę. Pacjenci wspierają się nawzajem, dzielą się z tymi, do których nikt nie przychodzi. Teraz tych dóbr jest mniej i na pewno wszystkim jest trudniej. Jedzenie w szpitalu jest skromne.

Rozmawiała Karolina Rogaska z portalu onet.pl

Cała rozmowa pod linkiem: https://www.onet.pl/?utm_source=l.facebook.com_viasg_kobieta&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&pid=06d47a21-fc73-4600-8c02-a9f683854c47&sid=63eeb4cc-4788-4ae3-a160-ddd0a01f6209&utm_v=2&fbclid=IwAR1xOeSdDL3kOPVhrrXbtuf5raH7IlyLZinb5FNueAM5EQXNWkBQYeFG1ds

Źródło: onet.pl