Stan psychozy jest trochę jak sen. Trudno przekazać, jaką udręką jest takie śnienie na jawie – rozmowa z Katarzyną Szczerbowską, rzeczniczką Biura ds. pilotażu NPOZP

Co pani pomagało?

Praca. Myślę, że za rzadko mówi się o jej terapeutycznej roli. Ona pozwala się nam spełniać, budować poczucie własnej wartości, tworzyć więzi z ludźmi. Skupiamy się na czynnościach, które wykonujemy, a nie na czarnych myślach. Jestem też ogromnie wdzięczna koleżankom i kolegom z pracy, którzy wspierali mnie, kiedy do nich wróciłam. Żeby w domy radzić sobie z piekłem w głowie, grałam w grę komputerową, która przypomina warcaby. Na mnie działało to jak medytacja. Pozwalało mi nie myśleć.

Wielu ludzi pomagało mi się obudzić z psychozy. Na różne sposoby starali się zanurzyć ręce w moim wnętrzu, gdzie się schowałam i wyciągnąć mnie stamtąd na powierzchnię. Byli bliscy, lekarze z farmakologicznym wsparciem, pielęgniarki, terapeuci… Ale bardzo dużo zawdzięczam po prostu sobie. Bo podjęłam decyzję, że chcę wyzdrowieć. To ważny krok. Nikt nie jest w stanie wyzdrowieć za pacjenta. Żadne usługi psychiatryczne nie mogą tego zrobić za osobę zdrowiejącą. Ciężko pomóc człowiekowi, który nie chce przyjąć wsparcia, który nie ufa tym, którzy mu pomagają. Starałam się być aktywna, punktualna, zadbałam o zdrowie fizyczne, sen, jedzenie, robiłam sobie codziennie listę rzeczy do zrobienia. W lekarzu widziałam partnera do wspólnej walki z chorobą.

Wielu ludzi wpada w pułapkę chorowania: przesypia całe dnie, bo w końcu są w kryzysie. Trudno im zdobyć się na to, żeby zawalczyć o siebie. A to skazuje na życie na marginesie. Osoby doświadczające kryzysu psychicznego zaczynają się bać cokolwiek robić, jakichkolwiek kontaktów z ludźmi, wychodzić z domu. W efekcie ich stan się pogarsza i jest coraz trudniej. Dlatego tak ważne jest budowanie jak najlepszego wsparcia, w którym jest miejsce nie tylko dla pomagających lekarzy czy pielęgniarek ale też na pomoc we wracaniu po kryzysie do pracy i nauki. Stworzenie systemu, w którym nie tylko pacjent, ale także jego rodzina zostaje otoczona opieką, żeby wiedziała, jak pomóc, jak się w takiej sytuacji odnaleźć. Na przykład: żeby wiedziała, że nie powinno się wyręczać chorego, że można mu dawać zadania do wykonania. I że lepiej nie rozmawiać z nim o chorobie.

Jak to?

Usłyszałam kiedyś od swojej pani psychiatry, że to temat, który lepiej zostawić lekarzowi. Wiem, że w rodzinach trudno go unikać. Bliscy pytają: wziąłeś leki, jak się czujesz, czy udało ci się zasnąć. Jeżeli co rusz będziemy dotykać tematu chorowania, to chory będzie się utwierdzał w swoim zaburzeniu. Myślę, że lepiej mówić o wszystkim tym, o czym rozmawialibyśmy z naszym bliskim, gdyby nie cierpiał z powodu kryzysu psychicznego.

Co w sytuacji, kiedy ktoś nie ma bliskich, którzy mogliby go wesprzeć?

Myślę, że tu wielką rolę do spełnienia mogą mieć asystenci zdrowienia. To osoby, które tak jak ja, przeszły kryzys psychiczny i specjalne szkolenie. Wiedzą, jak pomóc i rozumieją dobrze pacjentów. Można ich spotkać w Centrach Zdrowia Psychicznego.

To placówki, które stawiają na leczenie środowiskowe. To znaczy wychodzenie do pacjenta – bycie wsparciem w sąsiedztwie. Można tam dostać pomoc psychologa czy psychiatry, ale też osoby, która podpowie jak odnaleźć się na rynku pracy czy koordynatora zdrowienia, który może pomóc na przykład znaleźć ciekawe zajęcia w najbliższym domu kultury. Nie trzeba zapisywać się w kolejkę. Wystarczy przyjść, żeby natychmiast trafić na specjalistę dyżurującego w Punkcie Zgłoszeniowo Koordynacyjnym czynnym w każdy dzień powszedni do osiemnastej. Zwykle jest to psycholog lub psychoterapeuta. Zapyta o to, co jest powodem szukania pomocy, czyli co niepokojącego się dzieje, o styl życia, o to, czy wcześniej miało się kłopoty ze zdrowiem psychicznym.

Potem ustala się plan leczenia?

Tak. Mogą to być regularne wizyty u psychiatry, terapia indywidualna, grupowa, pobyt na oddziale dziennym, czyli takim, na który przychodzi się na kilka godzin zajęć terapeutycznych i relaksacyjnych. Może to być też leczenie domowe, oparte na wizytach specjalistów u pacjenta i pracy z nim, i ewentualnie także jego rodziną. Jeżeli przypadek osoby zgłaszającej się po pomoc zostanie uznany za pilny, bo na przykład jest ona w ciężkiej depresji, pomoc musi ruszyć w ciągu najwyżej 72 godzin a często rusza szybciej lub natychmiast.

Jeżeli po pomoc zgłosi się osoba wymagająca całodobowego wsparcia, bo ma psychozę czy myśli samobójcze, proponuje się jej hospitalizację. CZP pomaga w ramach pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, przy którym pracuję jako jego rzeczniczka. Mamy w Polsce już 33 takie miejsca, do końca 2027 roku ma być ich 300 tak, żeby wszyscy mieszkańcy Polski mieli dostęp do takiego leczenia.

Opieranie się na hospitalizacji w zderzeniu z kryzysem sprawia, że pacjenci są odrywani od życia, często na wiele miesięcy. Potem trudno im wrócić na swoje miejsce.

Hospitalizacja powinna być ostatecznością?

Szczególnie jeśli chodzi o dzieci i nastolatki… Dla nich zamknięcie to tragedia. Najlepiej zdrowieć w otoczeniu rodziny, więc dobrze by było, gdyby w kryzysowych sytuacjach dziecka cała rodzina była otaczana terapią.

Chociaż są i takie osoby, które regularnie zgłaszają się do szpitali, bo to jedyne miejsce, w którym czują się bezpiecznie. Nie umieją funkcjonować poza nimi. I tu też przydają się specjaliści z CZP, którzy wspierają w dążeniu do samodzielności, odkrywaniu swoich mocnych stron, pomagają zadbać o siebie. Taka psychiatria środowiskowa odwraca zasady – to nie pacjent ma się dostosować do systemu, a system do pacjenta.

Warto też pamiętać, że zarówno wizyta u psychiatry, jak i pobyt w szpitalu psychiatrycznym, są w naszym kraju darmowe również dla osób doświadczających kryzysu, które są nieubezpieczone. Mają też one prawo do refundowanych leków. Nie wszyscy o tym wiedzą i wizja kosztów powstrzymuje niektórych z nas przed sięgnięciem po pomoc. (…)

Co jest najtrudniejsze w kryzysie psychicznym?

To, że on dewastuje więzi z ludźmi. Przez długi pobyt w szpitalu i chorobę rozpadło mi się kilka ważnych przyjaźni. Kiedyś miałam żal do tych ludzi, że mnie zostawili, ale teraz to rozumiem. Psychoza zmienia człowieka i może być trudno się w tym odnaleźć. Kiedy doświadczamy kryzysu, możemy być toksyczni i trudni dla otoczenia.

I to czasem przez wiele miesięcy…

Dokładnie. Kryzysy psychiczne wymagają ogromnej cierpliwości od otoczenia. Scenariusz zdarzeń niestety nie wygląda tak, że idzie się do szpitala i nagle po dwóch dniach jest się już zdrowym. Czasem trzeba czekać długimi tygodniami na poprawę. I nawet po półrocznym pobycie w szpitalu nie wszystko musi być „naprawione”. Opanowanie objawów choroby, co jest celem hospitalizacji, to dopiero początek drogi do zdrowienia i życia w zdrowiu.

Optymistyczne jest to, że zawsze można wyzdrowieć. Sama byłam świadkiem wielu takich historii, kiedy wydawało się, że jest beznadziejnie. Ktoś trafiał do szpitala kilkanaście razy, a jednak w końcu stawał na nogi.

Z jakimi stereotypami dotyczącymi schizofrenii się pani spotyka?

Nie bardzo chcę o tych stereotypach mówić, bo wtedy je przypominam. Powiem tak: kiedy wchodzę z kimś w jakiś konflikt, jest jakaś trudna sytuacja, to ludzie wykorzystują moją chorobę, jako oręż przeciwko mnie. Słyszę: masz źle dobrane leki, chyba musisz zmienić psychiatrę, mówisz tak, bo jesteś chora.

To dla mnie znak, że ludzie w kontakcie ze mną mają z tyły głowy, że mają do czynienia z osobą doświadczoną kryzysem. To dla nich z jakiegoś powodu ważne i decyduje o tym, w jaki sposób na mnie patrzą. (…)

Musi pani na każdym kroku udowadniać swoje zdrowie?

W pewnym sensie tak. Kiedyś po pobycie w szpitalu poszłam do swojej przyjaciółki. Miałam na sobie zielony płaszcz, różowy sweter, dużo bransoletek. Stwierdziła, że nie mogę tak chodzić, że teraz muszę wyglądać elegancko. Dała mi czarny płaszcz, żebym się przebrała. Wzięłam sobie jej troskę do serca. Postanowiłam wyglądać normalnie, żeby być traktowana normalnie. (…)

Działa pani w Fundacji eFkropka, której celem jest działanie przeciw stygmatyzowaniu osób doświadczających kryzysu. Czym zajmuje się ta fundacja?

Należą do niej głownie osoby, które doświadczyły kryzysu psychicznego. Prezesem jest psychoterapeuta Jerzy Kłoskowski, jeden z jej założycieli ale obok niego w zarządzie jest też Krzysztof Rogowski, który ma diagnozę choroby afektywnej dwubiegunowej. W tej chwili zajmujemy się głównie przygotowaniami do Kongresu Zdrowia Psychicznego.

To duże spotkanie osób na rożne sposoby związane z psychiatrią – ludzi doświadczonych kryzysem psychicznym, ich bliskich, lekarzy psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów, pielęgniarek psychiatrycznych, asystentów zdrowienia, osób działających w fundacjach, stowarzyszeniach i innych organizacjach na rzecz ludzi, którzy przeżywają lub przeżyli załamanie zdrowia psychicznego. Spotkanie odbywa się co dwa lata i ma służyć wymianie informacji, doświadczeń, refleksji, pomysłów, której celem jest dążenie do budowania jak najbardziej przyjaznej, dostępnej i różnorodnej opieki psychiatrycznej i terapeutycznej w Polsce. W tym roku Kongres Zdrowia Psychicznego odbędzie się 7 czerwca pod tytułem „Od instytucji do środowiska – dostępność i szacunek” w Amfiteatrze Wolskiego Centrum Kultury w Parku Sowińskiego w Warszawie. Już dziś na profilu na Facebooku kongresu pojawiają się rozmowy i informacje dotyczące zdrowia psychicznego.

Poza tym Fundacja eFkropka prowadzi warsztaty „Razem wbrew stereotypom” na których osoby doświadczone kryzysem opowiadają o tym, jak naprawdę on wygląda, o tym, co pomagało im zdrowieć i jak o zdrowie psychiczne dbać. Skorzystali z nich operatorzy numeru 112, pielęgniarze, studenci psychologii i medycyny. Można te warsztaty zamówić dla swojej firmy, żeby zwiększać świadomość pracowników dotyczącą zdrowia psychicznego.

Rozmawiała Karolina Rogaska

Cała rozmowa: https://www.hellozdrowie.pl/katarzyna-szczerbowska-stan-psychozy-jest-troche-jak-sen/?fbclid=IwAR3lWr2OfqLgLE1JKINTR9Ete5QD8Cj7qv775tBpNECEtVn93Myqyj9t35k

Źródło: hellozdrowie.pl