Wierzę, że tym razem się uda – rozmowa z Markiem Balickim

Stan opieki psychiatrycznej w Polsce jest katastrofalny. Mimo upływu 25 lat nadal nie wdrożono w całości ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, a pierwsza edycja Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego zakończyła się fiaskiem. Rozmowa z Markiem Balickim, byłym ministrem zdrowia i kierownikiem Biura ds. pilotażu NPOZP.

Rozmawia: Ewa Szarkowska

Ewa Szarkowska: W lipcu został Pan pełnomocnikiem ministra zdrowia ds. reformy opieki psychiatrycznej dla osób dorosłych. Czy po pół roku nadal wierzy Pan w powodzenie swojej misji?

Marek Balicki: Skoro sytuacja jest kryzysowa, to może być już tylko lepiej i w niektórych miejscach tak się dzieje. W pierwszej edycji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2011‒2015, którego głównym celem było też upowszechnienie modelu opieki środowiskowej, założono domyślnie, że system da zmienić się z dnia na dzień. Okazało się to nierealne i poza uruchomieniem w wielu miejscach nowych zespołów leczenia środowiskowego, praktycznie nic się nie zmieniło. W pracach nad programem na lata 2017‒2022 założono przeprowadzenie pilotażu, czyli etapowe wprowadzanie zmian i jednoczesne ich przestestowanie. Choć nie wszystkie szczegóły nowego modelu opieki były określone, w lipcu 2018 r. program tworzenia Centrów Zdrowia Psychicznego mógł ruszyć i dzisiaj już 10 proc. populacji dorosłych Polaków ma inaczej zorganizowaną opiekę psychiatryczną. Stopniowo następuje rozwój i podnoszenie jakości opieki, w różnych ośrodkach w różnym tempie, ale to idzie. Teraz jesteśmy w przededniu rozszerzenia pilotażu, czyli włączania nowych podmiotów i powiększenia obszaru działania części z tych, które już funkcjonują. A zatem cel, wydawałoby się niemożliwy do osiągnięcia, zaczyna być realizowany. W 2005 roku, kiedy byłem ministrem zdrowia, udało się wprowadzić tylko rzeczników praw pacjentów szpitali psychiatrycznych. Narodowego programu ochrony zdrowia psychicznego już nie, bo nie zgadzał się minister finansów. Jeśli więc walka trwała tyle lat i wreszcie coś się zaczęło dziać, to mimo że wywodzę się z innej opcji politycznej, wydaje mi się, że tym razem się uda.

E.S.: Jakie są najistotniejsze zalety wdrażanego modelu?

M.B.: Po pierwsze zakłada on odpowiedzialność Centrum Zdrowia Psychicznego za zapewnienie kompleksowej psychiatrycznej opieki zdrowotnej dla określonej populacji w formie pomocy doraźnej, ambulatoryjnej, dziennej, szpitalnej i środowiskowej. Każde centrum ma określony obszar terytorialny, na przykład powiat, miasto czy dzielnica, gdzie mieszka od 50 tys. do maksymalnie 200 tys. mieszkańców. Na przykład w Warszawie działają trzy centra zdrowia psychicznego: na Mokotowie, Woli i Targówku i muszą się zająć każdym mieszkańcem swojej dzielnicy, jeśli ma on problem zdrowia psychicznego. Oczywiście, nie ma barier administracyjnych w dostępie do opieki w innych ośrodkach i pacjent może leczyć się w innej placówce, ale jego macierzyste centrum nie może odesłać go z kwitkiem.

E.S.: Sposób finansowania opieki psychiatrycznej też jest inny.

M.B.: Zgadza się. We wdrażanym modelu odchodzimy od zasady fee-for-service na rzecz budżetu globalnego określanego na pół roku i uzależnionego od liczby mieszkańców w danym regionie. Nie obowiązują limity dla poszczególnych form działalności, ale trzeba tak zorganizować opiekę, aby w każdej chwili przyjąć osobę, która zgłosi swój problem. Za zapewnienie opieki nad określoną populacją w regionie odpowiada tylko jeden podmiot – Centrum Zdrowia Psychicznego – i to on podpisuje umowę z NFZ. Optymalna populacja dla centrum to 100‒150 tys. mieszkańców, więc docelowo w skali kraju potrzebujemy około 300 takich centrów. Pozostałe podmioty lecznicze, mające obecnie umowy w zakresie opieki psychiatrycznej, powinny dalej uczestniczyć w systemie, bo nie ma powodu ich wykluczać, ale jako podwykonawcy podmiotu, który prowadzi centrum.

E.S.: Rewolucyjnym rozwiązaniem jest punkt zgłoszeniowo-koordynacyjny, gdzie każdy może przyjść bez wcześniejszego umawiania się i musi być przyjęty, jeśli tylko mieszka na obszarze objętym działaniem centrum.

M.B.: Taki punkt jest czynny od poniedziałku do piątku 10 godzin dziennie, w pozostałym czasie pomoc doraźną zapewnia lekarz oddziału psychiatrycznego, który wchodzi w skład centrum. Osoba szukająca pomocy nie rozmawia z rejestratorką, jak to jest w starym systemie, tylko od razu jest przyjęta przez profesjonalistę z odpowiednim przygotowaniem – psychologa, pielęgniarkę psychiatryczną czy terapeutę środowiskowego – który ocenia problem i określa wstępny plan postępowania. Jeśli okaże się, że stan jest nagły, leczenie rozpoczyna się natychmiast. Jeśli przypadek jest pilny, to wizyta pacjenta u lekarza psychiatry odbywa się w ciągu 3 dni. W żadnej dziedzinie medycyny nie ma tak wyśrubowanej normy. Nawet w onkologii terminy są dłuższe.

E.S.: Jak w praktyce sprawdza się to rozwiązanie?

M.B.: Wydawałoby się, że jest niemożliwe, żeby wszystko działało idealnie, ale do tej pory ani do Rzecznika Praw Pacjenta, ani do biura ds. pilotażu, czy też do Ministerstwa Zdrowia nie wpłynęła skarga, że ktoś w punkcie zgłoszeniowo-koordynacyjnym nie został przyjęty. To znaczy, że to działa i została zdjęta bariera dostępności. Oczywiście wiązało się z to z pewnymi problemami. Np. na warszawskim Mokotowie, gdzie bariera do lekarza psychiatry była większa i czas oczekiwania był długi, w pierwszych tygodniach mokotowskie Centrum Zdrowia Psychicznego przeszło tsunami, ale później sytuacja się ustabilizowała. Z kolei w Szpitalu Wolskim, gdzie takie centrum działało już kilka lat, uruchomienie punktu zgłoszeniowo-konsultacyjnego na początku niewiele zmieniło, ale stopniowo z tygodnia na tydzień liczba zgłaszających się rośnie.

Cały wywiad

Źródło: Służba zdrowia