Własnym głosem

O radości odzyskanej, Aleksandra Kożuszek, ekspertka przez doświadczenie

Jest ekspertką przez doświadczenie z Wrocławia. Aleksandra Kożuszek działa w Akademii Liderów Cogito, organizacji skupiającej osoby po kryzysie, które pomagają tym, którzy w kryzysie trwają i ich bliskim.  O swoim doświadczeniu wracania do zdrowia napisała książkę pt. “Radość odzyskana” . Jest nazywana “polską Arnhild”. Zorganizowała i prowadzi w Warszawie kurs na asystenta zdrowienia.
– Ostatnio coraz częściej sięgam pamięcią do wydarzeń, które miały miejsce 40 lat temu – mówi. – Był czas, kiedy w ogóle ich nie wspominałam. Wydawało mi się, że należą do przeszłości i osobom, które poznawałam w ogóle nie mówiłam, że byłam kiedyś w klinice psychiatrycznej, że byłam chora psychicznie. Czułam się dobrze. Pięć lat temu postanowiłam dawać świadectwo. Sama doświadczyłam pomocy wielu ludzi. Wiele wspaniałych osób otaczało mnie swoją życzliwością, wspierało mnie. Teraz mam potrzebę odwdzięczenia się, powiedzenia innym, jak udało mi  się przezwyciężyć bardzo trudne kryzysy psychiczne. Zdaję sobie sprawę, że świat przeżyć psychotycznych, przeżyć w chorobach psychicznych takich jak schizofrenia, jak zespół urojeniowy, nerwica czy choroba dwubiegunowa afektywna może być dla kogoś obcy, niezrozumiały. Ja to przeżyłam na własnej skórze. Ten świat jest niedostępny dla osób, które nigdy się z nim nie zetknęły. Opowiadanie o nim brzmi trochę jak z filmu, jak z powieści. Wydaje się niesamowite, że można w czymś takim żyć, funkcjonować i na dodatek być przekonanym, że to jest jedyny logiczny układ. Ja coś takiego przeżywałam w 1978 roku, kiedy przez dwa miesiące byłam w tak głębokiej psychozie, że straciłam zupełnie kontakt z rzeczywistością. Żyłam na okrągło w świecie urojeń wzrokowych, węchowych i słuchowych. Było to pasmo koszmarów. wydawało mi się, że nigdy się nie skończy. Ogromny ból psychiczny. Towarzyszyło mi zwielokrotnione poczucie winy. Po lekturach w liceum dotyczących drugiej wojny światowej, po oglądaniu filmów o wojnie, moja wyobraźnia zarejestrowała dużo faktów z tamtych czasów. Olbrzymiały one w moich myślach. Miałam wrażenie, że jestem odpowiedzialna za całe zło, które istnieje na świecie – dodaje Aleksandra Kożuszek.

Zapraszamy do obejrzenia filmu na którym daje swoje świadectwo: https://www.youtube.com/watch?v=a1Ms_WCC38E&fbclid=IwAR29-GF4FFl6EMffP_Vc7_sQXZK8A2l9_OiHaS00Za-JxROvn7-BWvYrWe4

źródło: YouTube

Data: 13 marca 2020

Jak pomagać osobie w kryzysie? Mówi Anna Olearczuk, asystentka zdrowienia

Jak przejawia się i w jaki sposób możemy rozpoznać kryzys psychiczny członka rodziny? Jak pomagać członkowi rodziny, gdy doświadcza kryzysu psychicznego? Jak we własnym domu budować sieć oparcia społecznego dla bliskiej nam osoby? Na te pytania odpowiada Anna Olearczuk, asystentka zdrowienia, która pracuje w wolskim Centrum Zdrowia Psychicznego i w Środowiskowym Centrum Zdrowia Psychicznego dla dorosłych na Bielanach.

– Sygnałem alarmowym, że zbliża się, zaczyna czy trwa kryzys, mogą być zmiany w zachowaniu bliskiej osoby. Jeśli była aktywna i towarzyska a zaczyna się wycofywać z tych kontaktów, jeśli to, co lubiła robić, nie sprawia jej już przyjemności – mówi Anna Olearczuk. – Kryzys u dzieci często zaczyna objawiać się niechęcią do chodzenia do szkoły, wagarowaniem, skargami na rozmaite bóle. Objawem kryzysu może być zaniedbanie higieny, nie dbanie o siebie. Znakiem, że coś jest nie tak, bywa także duże pobudzenie. To, że ktoś robi się agresywny, choćby werbalnie. Należy zwracać uwagę na to, czy w wypowiedziach bliskiej nam osoby, której zachowanie nas niepokoi, pojawiają się dziwne treści. Bardzo ważna jest postawa rodziny. To żeby osoba, która przeżywa kryzys psychiczny, była otoczona życzliwością. Żeby członkowie rodziny nie zrzucali na nią odpowiedzialności za to, co się dzieje, żeby byli wspierający. Członkowie rodziny mogą zrobić bardzo dużo, chociażby namawiać osobę, która jest w kryzysie, na wizytę u lekarza, do szukania pomocy. Często nasz bliski, który przeżywa kryzys, bardzo potrzebuje wsparcia rodziny i profesjonalistów. Jak można pomóc? Chociażby towarzysząc w czasie wizyty u lekarza. Dbać o to, żeby nasz bliski się odżywiał, żeby był spokój w domu, żeby było jak najmniej czynników, które mogą pogłębiać kryzys – dodaje Anna Olearczuk.

Asystent zdrowienia to osoba, która ma za sobą doświadczenie kryzysu psychicznego, opanowała je, przeszła przez kurs i staż w szpitalu przygotowujący do tej roli. Anna Olearczuk szkoli się dodatkowo na kursie podejścia otwartego dialogu. Jego podstawą jest terapeutyczne wsparcie grupy specjalistów okazane osobie z doświadczeniem kryzysu i jej bliskim. Jest członkiem Rady do Spraw Zdrowia Psychicznego przy Ministerstwie Zdrowia, należy do zarządu Fundacji eFkropka przeciwdziałającej stygmatyzacji osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego i do Stowarzyszenia Asystentów Zdrowienia. Działa też w Akademii Liderów Cogito, organizacji skupiającej ludzi z całej Polski, którzy przeszli przez kryzys i teraz pomagają osobom, które w nim trwają i ich bliskim.

Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy z Anną Olearczuk: https://www.youtube.com/watch?v=BAchcw7sH5c&fbclid=IwAR15y0kgb_zIIWLK75HPyhkAGhM8wUEwj4ea-hoJvrwq0kyheCX-G28VuNg

źródło: Środowiskowe Centra Zdrowia Psychicznego

Data: 12 marca 2020

Przejście przez ulicę niczym zdobycie Mount Everestu

Krystyna Matyjasek, autorka bloga biegunzycia.blogspot.pl

Trudno mi powiedzieć, kiedy dokładnie choroba osiągnęła u mnie apogeum. Na pewno przełomowym momentem była pierwsza hospitalizacja. Trzy lata temu majówkę spędzałam na terenie szpitala, nie było mowy o żadnej dłuższej przepustce, żeby wyjechać gdzieś na kilka dni.

Jak doszło do tego, że trafiłam do szpitala? Sama nie wiem. Jedno jest pewne. W warunkach ambulatoryjnych nikt nie był w stanie mi pomóc i sytuacja ta trwała już tak długo, że nie było sensu dłużej zwlekać. Miałam depresje i żadne leki mi nie pomagały. Było coraz gorzej, coraz trudniej było mi się komunikować ze światem. Mycie głowy było wielkim wyzwaniem, a samodzielne przejście przez ulicę niczym zdobycie Mount Everestu. W czasie wizyty w przychodni moja lekarka zadzwoniła na oddział. Akurat było miejsce. Spakowanie małej torby z dresem i przyborami kosmetycznymi zajęło mi całe popołudnie. Następnego dnia rano rodzice odwieźli mnie na izbę przyjęć.

Zabrałam ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Pozbawiono mnie paska od szlafroka i pilniczka, resztę rzeczy mogłam zachować. Trafiłam na oddział ogólnopsychiatryczny.  Dostałam ekskluzywne miejsce na 3 osobowej sali, w towarzystwie innych osób z depresją. Trochę płakałam, ale to nic. Byłam już przyzwyczajona do tego że ciągle płacze, od kilku miesięcy była to dla mnie codzienność.

W pierwszych dniach mój stan się nie poprawiał, ale też nie było gorzej. Dostałam nowe leki, między innymi lit i po dwóch tygodniach nastąpiła poprawa. Któregoś dnia moja lekarka prowadząca zaprosiła na konsultację moich rodziców. Poszliśmy do jej gabinetu. Wtedy pierwszy raz porozmawiał ktoś ze mną (z nami ), o tym co mi dolega. Co to właściwie ten CHAD? Wiadomo, choroba przewlekła, rokowania niepewne. Taka diagnoza może zabić młodego człowieka. Nie miałam jeszcze 30 lat! To był czas kiedy „powinnam” realizować wszystkie swoje plany na życie. Choroba psychiczna, a w zasadzie żadna choroba nie mieściła się w moich planach. Wszystko trzeba było zweryfikować.

Proces zdrowienia zaczął się powoli, mimo iż ze szpitala wyszłam bardzo szybko. Byłam tam zaledwie miesiąc.  Bardzo dużo zawdzięczam lekarce dr. Aleksandrze Barabasz-Gembczyk. To ona jako pierwsza zaczęła mnie leczyć, mimo że nie była pierwszym psychiatrą którego odwiedziłam. Być może gdybym trafiła na nią wcześniej, moja choroba nie dałaby mi tak bardzo w kość? A może musiało tak być?

Choroba psychiczne zmieniła moje życie. Przede wszystkim zweryfikowała relacje międzyludzkie. Myślę, że był to bardzo trudny egzamin. Nie wiem, co jest większym wyzwaniem. Znoszenie człowieka w manii, czy towarzyszenie mu w depresji? W manii byłam całkiem sama, wszyscy uciekli, ale i ja też uciekłam do swojego psychotycznego świata. W depresji byli przy mnie rodzice, chociaż wiem, że było to dla nich bardzo trudne. To mama znalazła mi lekarkę, o której już wspomniałam. Miałam duże szczęście, mogłam (i mogę) liczyć na wsparcie najbliższych. To bardzo pomaga!

Istotną rolę w moim powrocie do zdrowia odgrywa psychoterapia. Chodzę na nią regularnie co tydzień (z wyjątkami na przerwy urlopowe) od ponad dwóch lat. Bardzo cenię sobie relacje z panią psycholog. Dzięki tym spotkaniom zyskałam duży dystans do siebie i świata. Nie biorę już wszystkiego tak na poważnie. Życie zyskało więcej odcieni, wcześniej wszystko było dla mnie czarne albo białe, dobre albo złe. Nauczyłam się wyrozumiałości, także w stosunku do siebie.

Jedno jest pewne. Od 3 lat mój stan zdrowia się poprawia. Po drodze były wzloty i upadki, dużo dyscypliny, samozaparcia i codziennej walki. Godziny spędzone na terapii i psychoedukacji. Moim zdaniem to właśnie te poza farmakologiczne formy leczenia dają największy efekt. W moim życiu zmieniło się wszystko. Przede wszystkim tryb życia (w chorobie dwubiegunowej bardzo ważne jest zachowanie rytmów dobowych), poziom i rodzaj aktywności zawodowej, a nawet aktywność fizyczna i dieta. Jesienią ubiegłego roku postanowiłam dzielić się moimi spostrzeżeniami i wiedzą na temat zdrowienia i higieny zdrowia psychicznego. Prowadzę bloga biegunzycia.blogspot.com – to też dla mnie forma terapii. Uważam, że idę w dobrym kierunku. Mam świadomość, że zdrowie nie jest dane raz na zawsze i trzeba o nie dbać, i zabiegać każdego dnia. Być może kiedyś przyjdzie taki dzień, że będę czuć się w 99, albo 100% zdrowa. Na razie to jeszcze przede mną.

Krystyna Matyjasek

Obecnie jej największą pasją jest zdrowie. Od 2 lat jest instruktorką fitnessu. Prowadzi zajęcia mentalne i prozdrowotne. Lubie czytać książki i spacerować.
Hoduje aloesy i kocha kosić trawę. Zapraszam na swojego  bloga biegunzycia.blogspot.com
Data: 30 stycznia 2020

W kierunku zdrowienia

Katarzyna Szczerbowska

Instytut Psychiatrii i Neurologii, Biuro Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, Warszawa

Skradałam się do choroby powoli, ale zachorowałam nagle. Byłam zawsze nadwrażliwa, wszystko przeżywałam silniej niż inni. Mocno odbierałam emocje ludzi, współodczuwałam je z nimi. Jeśli ktoś przy mnie denerwował się, wchłaniałam tę emocję jak gąbka. Pracowałam w mediach, gdzie relacje z ludźmi są stresujące, gdzie działa się w nieustannym napięciu. Reakcją na świat był wieczny ból głowy i permanentne przemęczenie. Żeby sobie poradzić z przeżywaniem, poszłam do psychiatry, który dał mi leki przeciwdepresyjne. Nie chciałam opierać się na farmakologii, więc poszukałam dla siebie terapii.

Być może to ona okazała się dla mnie za silna a może za późno zgłosiłam się po pomoc, ale po prostu pewnego dnia rzeczywistość zaczęła mi się wymykać spod kontroli, odklejałam się od niej. Zaczęłam mieć wrażenie, że otoczenie jest w spisku, który mi zagraża, że ludzie na ulicy komentują moje życie, że wszyscy się za mną oglądają. Miałam wrażenie, że gniję, że cała jestem we krwi, wydawało mi się, że się duszę. Zaniepokojona rodzina zabrała mnie na izbę przyjęć do szpitala psychiatrycznego. Byli przerażeni tym, co mówię i jak się zachowuję, trudno było się im ze mną porozumieć. Później tłumaczyli mi, że zawieźli mnie do szpitala bo bali się, że wpadnę pod samochód albo gdzieś się zgubię.
Pierwsze chwile na izbie przyjęć były trudne. Pamiętam, że bardzo się bałam. Pamiętam, że rozmawiał ze mną lekarz, ale nie wiem, o czym. Pamiętam, że miałam wrażenie, że nie mogę oddychać, ale nie pozwalano mi wyjść na dwór. Mój partner bardzo długo przekonywał mnie, żebym podpisała zgodę na leczenie, ale nie mogę sobie przypomnieć, że to zrobiłam. Pamiętam dwóch pielęgniarzy, którzy kazali mi założyć piżamę w jakimś niewielkim pokoju. Płakałam, bo byłam przerażona tym, że trafiam do szpitala psychiatrycznego. Myślałam, że to koniec mojego życia.

Przez pierwsze kilka dni pobytu w szpitalu nic nie mówiłam, byłam karmiona kroplówką, nie pamiętałam, kim jestem. Ze swojej choroby najbardziej pamiętam samotność. Mózg postanowił schronić się w świecie równoległym, ale w tym miejscu, do którego uciekł, byłam zupełnie sama. Nie umiałam powiedzieć, co się ze mną dzieje, często nie mogłam w ogóle nic powiedzieć.

Byłam nadwrażliwa na dźwięki. Przeszkadzał mi nawet dźwięk, który towarzyszy przełykaniu wody. Denerwowało mnie światło, kolory wydawały się bardzo ostre.

Moją motywacją do zdrowienia było dziecko. Kiedy przypomniałam sobie, że mam córkę, przyczepiłam się do myśli o niej. Marzyłam o tym, żeby ją zobaczyć. W szpitalu nie było to możliwe, bo na oddziałach całodobowych chorych odwiedzać mogą tylko ludzie, którzy skończyli 16 lat. Bardzo ważne były dla mnie te odwiedziny, ci ludzie, którzy mi najbardziej pomagali – mama, mój chłopak i przyjaciółka. Oni mnie myli, przewijali, spacerowali ze mną, mówili do mnie, przynosili mi rzeczy, z których bardzo się cieszyłam. Myślę, że starania tych trzech najbliższych osób bardzo pomogły mi zdrowieć.

Po wyjściu ze szpitala było mi ciężko. Nie wiedziałam, dokąd pójść, żeby się dalej leczyć. Nie mogłam znaleźć żadnej grupy wsparcia. Indywidualna psychoterapia była dla mnie za droga. Chodziłam do psychiatry po leki. A w domu myślałam głównie o tym, żeby się zabić. Czytałam w Internecie teksty o tym, jak najskuteczniej odebrać sobie życie. Nie mogłam się jednak zdobyć na samobójstwo, bo martwiłam się o to, co będzie z moją córką, co by czuła, gdybym odeszła w taki sposób. Wróciłam do pracy, ale trudno było mi zbudować dobre relacje z ludźmi. Byłam bardzo smutna, codziennie chodziłam w tej samej spódnicy, nie przypominałam siebie sprzed choroby. Bałam się, że zostanę zwolniona i ogromnie starałam się pracować jak najlepiej i udowodnić, że jestem już zdrowa. Przez leki miałam trochę unieruchomione ręce i potrzebę dreptania w miejscu. Starałam się ruszać rękami, żeby nikt nie zauważył, że zastygają, a kiedy już nie mogłam opanować dreptania, zamykałam się w łazience i dreptałam tam. Praca i chęć pracowania trzymały mnie przy życiu.

Mam za sobą trzy hospitalizacje. Dwie pierwsze były długie, wielomiesięczne, ostatnia trwała nieco ponad miesiąc. Myślę, że była tak krótka bo był przy mnie bardzo oddany mi człowiek. Spędzał ze mną kilka godzin dziennie a kiedy zaczęłam mieć wolne wyjścia, przychodził codziennie rano, by towarzyszyć mi do wieczora. Miałam wrażenie, że wszyscy ludzie są podstawieni poza nim. Myślę, że jego miłość, cierpliwość, oddanie, spokój udzielały mi się i pomogły wyjść z psychozy. Chciałabym, żeby lekarze mieli czas na pomaganie nie tylko choremu ale i jego bliskim. Żeby tłumaczyli im, jak ważne jest zachowanie w stosunku do osoby w kryzysie otwartego, ciepłego, optymistycznego stosunku, jak ważne jest okazywanie miłości i cierpliwość. W zeszłym roku byłam na szkoleniu prowadzonym przez Daniela Fishera, psychiatry, który postanowił zostać lekarzem, gdy w młodości zdiagnozowali u niego schizofrenię. To szkolenie było właśnie o tym, jak ważne jest okazywanie miłości osobom doświadczającym kryzysu. To miłość jest największą motywacją do zdrowienia. Jeśli wokół pacjenta zgromadzi się mocna grupa wsparcia złożona z lekarza i jego bliskich, ma on większą szansę na wrócenie do rzeczywistości. Jestem głęboko przekonana, że wiele zależy od samego pacjenta, od tego, żeby on sam podjął decyzję, że chce zdrowieć. Łatwiej mu ją podjąć, kiedy czuje się potrzebny, wartościowy i kochany.

Nigdy nie udało mi się odbudować mocnej więzi z osobami, z którymi przyjaźniłam się zanim zachorowałam. Patrzą na mnie przez pryzmat kryzysów, w których mnie widzieli. Mam za to wielu nowych wartościowych znajomych, w tym osoby, które doświadczyły kryzysu psychicznego, jak ja. Znam kilku asystentów zdrowienia, osoby które przeszły przez kryzys i po odpowiednim szkoleniu wspierają ludzi, którzy w kryzysie trwają i ich bliskich. Cieszę się, że w Polsce powstały centra zdrowia psychicznego, do których można pójść po pomoc m.in. po wyjściu ze szpitala. Miejsca otwarte na współpracę z bliskimi chorego. Cieszę się, że po wizycie w punkcie zgłoszeniowo koordynacyjnym można w nich znaleźć dostosowaną do siebie pomoc lekarza i wsparcie psychologów. Cieszę się, że mogą być w tych miejscach zatrudniani asystenci zdrowienia. Ewa Kupis, asystentka zdrowienia wspierająca studentów w kryzysach psychicznych na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie mówi o tym zawodzie: „chodzi o to, by wspierać ludzi, którzy borykają się z kryzysem, którzy są na początku drogi ku zdrowieniu – zdezorientowanych, zagubionych, niewidzących przed sobą przyszłości” (https://czp.org.pl/index.php/wlasnym-glosem ).

Bardzo chciałabym, żeby pilotaż Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego odniósł sukces i żeby Centra Zdrowia Psychicznego były w każdym powiecie i w każdej dzielnicy dużych miast. Niemal codziennie ktoś pisze do mnie z prośbą o podanie adresu miejsca, w którym można dostać pomoc, o dobrego psychiatrę czy psychologa. Chciałabym móc każdemu podać adres najbliższego mu centrum zdrowia psychicznego.

Data: 22 stycznia 2020

Lata choroby mojego brata były bardzo dramatyczne

Diagnoza schizofrenii pojawiła się w mojej rodzinie nieco ponad 20 lat temu. Od tamtej chwili szukamy skutecznej formy leczenia. Największym problemem, jak pewnie w wielu podobnych rodzinach, było to, że nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, wsłuchiwać się w siebie nawzajem. Uważam że, doprowadziło to do poważnego kryzysu rodziny oraz wielkiego cierpienia jednego z jej członków. Do tego zawiódł nas polski system opieki psychiatrycznej. W sytuacji kryzysu proponuje właściwie jedynie farmakologię i diagnozę. Nie ma w nim miejsca na pracę nad procesami zachodzącymi w rodzinie, w której pojawił się kryzys psychiczny ani na zrozumienie osoby w kryzysie psychicznym. Od wielu psychiatrów można usłyszeć, że z choroby psychicznej nie można wyzdrowieć a to z pewnością nie pomaga zdrowieć .

Tradycyjne metody leczenia chorób psychicznych w Polsce oparte na farmakoterapii oraz długotrwałej izolacji doprowadzają człowieka do wyniszczenia, często do utraty najlepszych lat życia, odseparowania od społeczeństwa, pozbawiają możliwości zdobywania wykształcenia, pozbawiają decyzyjności, pozbawiają godności, stygmatyzują, całkowicie odbierają nadzieję na wyzdrowienie.

Kiedy prawie codziennie czytam nowe artykuły zamieszczane w Internecie na temat rosnącej liczby samobójstw wśród dzieci i młodzieży, na temat przepełnionych dziecięcych oddziałów psychiatrycznych, na temat bezradności Polskiej Psychiatrii Dzieci i Młodzieży wobec narastających problemów, czuję ogromną złość.

Mamy dostęp do informacji o skutecznych praktykach leczenia w innych państwach, przedstawiane  przez min. prof. Jakko Seikkule z Finlandii – Otwarty Dialog, dr Daniela Fishera z USA – eCPR „Emocjonalan Reanimacja”, programy Asystenta Zdrowienia i inne, mówimy o konieczności wprowadzania zmian, a jednak mam wrażenie że wciąż tylko udajemy że je wprowadzamy.

Mimo wszystko wierzę, że w Polsce na dobre rozpoczął się proces tworzenia nowych standardów pomocy, dostosowany do potrzeb ludzi w kryzysie psychicznym. Przede wszystkim dzięki osobom z doświadczeniem choroby psychicznej oraz ich rodzinom, które swoim świadectwem udowadniają że wyzdrowienie jest możliwe.

 

W naszej rodzinie proces zdrowienia rozpoczął się w 2015 roku, kiedy pierwszy raz na jednej z konferencji usłyszeliśmy, że z choroby psychicznej można wyzdrowieć oraz
o finlandzkim podejściu leczenia opartym na Otwartym Dialogu.

Wcześniejsze lata choroby mojego brata były bardzo dramatyczne. W  szkole podstawowej Piotr przejawiał trudności w nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami. Zwykle był zawstydzony. Wywoływany do tablicy, miał trudności z odpowiadaniem na pytania nauczycieli. Paraliżował go lęk i stres. Środowisko szkolne (niewiedza oraz podejście nauczycieli) i domowe było dla niego ciągłym źródłem silnego stresu.

W szkole średniej problemy emocjonalne Piotra były coraz bardziej widoczne. Nauczyciele zaczęli zgłaszać rodzinie, że nie mają sumienia wywoływać Piotra do odpowiedzi na forum klasy. Miał mocne objawy fizyczne stresu. Był coraz bardziej wycofany, zaczęły pojawiać się nieobecności w szkole.

Dzięki podpowiedzi swojej wychowawczyni, Piotr rozpoczął psychoterapię. Odbywała się ona poza rodziną raz w tygodniu. Trafił także do psychiatry. Postawiono mu pierwszą diagnozę, którą była depresja. Włączono pierwsze leki. Stan Piotra jednak się pogarszał. Psychoterapia z psychologiem oraz farmakoterapia nie przynosiły żadnych skutków.

Po trzech latach terapii i regularnych wizyt u psychiatry, Piotr trafił na konsultację do profesora psychiatrii, który postawił mu diagnozę schizofrenii prostej. Powiedział, że Piotr choruje na nieuleczalną chorobę psychiczną i będzie chorował na nią do końca życia, co więcej jego stan będzie się pogarszał a objawy narastać. Rozpoczęły się lata wypełnione pobytami w różnych szpitalach i wciąż zmieniających się diagnoz schizofrenii prostej, rezydualnej, paranoidalnej, katatonicznej. Brat wpadł w tzw drzwi obrotowe. Ledwie skończył jedną hospitalizację a już zaczynał drugą. Łącznie był w szpitalu ponad 20 razy. W każdym ze szpitali włączano kolejne, coraz większe mieszanki leków psychotropowych. Piotr został uznany za pacjenta lekoopornego, bezkrytycznego wobec choroby, bez szans na terapię oraz wyzdrowienie, ponieważ w Polsce istnieje przekonanie że z pacjentem „w psychozie” nie powinno prowadzić się terapii – jest nieskuteczna. Sugerowano jedynie ośrodek zamknięty.

W 2017r. po trzy miesięcznym pobycie na oddziale zamkniętym w szpitalu w Toszku, Piotr został przewieziony do szpitala Babińskiego w Krakowie. Miał przebywać na oddziale rehabilitacyjnym przez rok. Jednak w okresie nasilenia objawów psychozy i ogólnym pogorszeniu stanu zdrowia zdecydowano o przyjęciu Piotra na oddział zamknięty, na którym przebywał 2 miesiące. W trakcie tego pobytu Piotr spotkał się z Matuszem Biernatem – Asystentem Zdrowienia, osobą z doświadczeniem kryzysy psychicznego. To wtedy, kiedy sytuacja była krytyczna, Piotr i Mateusz podjęli plan zdrowienia, który zakładał leczenie środowiskowe, powrót do domu, rozpoczęcie budowania dialogu w rodzinie oraz podjęcie pracy przez Piotra.

 

Coś co dla wielu lekarzy psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów było niemożliwe, stało się faktem. Piotr od pierwszego dnia pobytu w domu regularnie sam zażywał zalecane leki. Pierwsze 4 miesiące spotkań (co tydzień lub co 2 tyg.) z Mateuszem Biernatem
w środowisku domowym, przyniosły umiejętność prowadzenia dialogu w rodzinie.

W piątym miesiącu leczenia środowiskowego, przyszedł czas na podjęcie pracy przez Piotra.

Za 2 miesiące (po ok.10 latach w szpitalach psychiatrycznych) miną 2 lata, od kiedy Piotr nie był w szpitalu. Jest to ogromny sukces i dowód na to, że nikomu nie powinno odbierać się nadziei i wiary w to że wyzdrowienie jest możliwe, że ogromne znaczenie ma środowisko osoby w kryzysie psychicznym oraz jego wsparcie i odpowiednie podejście w procesie zdrowienia.

Asystentowi Zdrowienia Mateuszowi Biernatowi dziękujemy za ogromną wiarę w wyzdrowienie, przede wszystkim za podjęcie próby ratowania życia Piotra.

Data: 29 października 2019

Zrozumieć schizofrenię

“Od 10 lat mam diagnozę schizofrenii. Byłam trzy razy w szpitalu, dwa razy po pół roku i raz przez półtora miesiąca. Myślę, że na to jak krótka była ostatnia hospitalizacja, miało wpływ to, że swój czas poświeciła mi bliska osoba. Mój mąż siedział przy mnie w szpitalu codziennie, jak tylko można było najdłużej. Jego wsparcie było niezwykle cenne, bo on traktował mnie normalnie. Rozmawiał ze mną tak, jakbym była zdrowa. Choroba na schizofrenię w każdym przypadku ma inne objawy. Wiele razy zastanawiałam się, co łączy ludzi, którzy jej doświadczają. Mam wrażenie, że wszyscy bardzo mocno czujemy emocje otoczenia. Optymistyczne, radosne ciepłe podejście bliskich jest niezwykle pomocne”. Rozmowa o schizofrenii z Katarzyną Kisielińską, rzeczniczką Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia psychicznego. Rozmawiała Hanna Zielińska

Przejdź do audycji

Źródło: tok.fm.pl
Data: 2 sierpnia 2019

Czasami schizofrenia zaprasza ich do świata równoległego. Na co dzień żyją jak każdy z nas. Rozmowa z Ewą Piskorską

To było bardzo trudne. Świat wokół mnie zaczął się zmieniać. Ja bardzo mocno uwierzyłam, że wszystko wokół mnie się zmienia. Coraz trudniej było mi pracować, funkcjonować, wierzyłam że świat się zmienił na gorsze, że znajomi się ode mnie odwrócili – wspomina Ewa Piskorska, wolontariuszka Fundacji eFKropka. Jej poruszające świadectwo chorowania i zdrowienia można przeczytać na portalu naTemat,

Fundacja, do której należy pani Ewa zajmuje się przeciwdziałaniem stygmatyzacji osób doświadczonych kryzysem psychicznym m.in. służąc informacjami o tym gdzie szukać pomocy, organizując warsztaty dla psychologów, dziennikarzy, pielęgniarzy psychiatrycznych i przygotowując Kongres Zdrowia Psychicznego, który odbędzie się 3 czerwca w Pałacu Kultury w Warszawie. Spotkają się na nim osoby doświadczone kryzysem, ich bliscy, lekarze, psychologowie, pielęgniarze, osoby działające na rzecz osób chorujących w fundacjach. Główna cześć spotkanie będzie poświęcona działającym od zeszłego roku Centrom Zdrowia Psychicznego uruchomionym w ramach pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego.

Przejdź do artykułu

Źródło: NaTemat
Data: 7 marca 2019 rok

Rozmowa z Ewą Kubis asystentką zdrowienia

 

Przede wszystkim wspierać

Chodzi o to, by wspierać ludzi, którzy borykają się z kryzysem, którzy są na początku drogi ku zdrowieniu – zdezorientowanych, zagubionych, nie widzących przed sobą przyszłości – mówi Ewa Kubis, asystentka zdrowienia, która pracuje jako wsparcie konsultanta ds. studentów w kryzysach psychicznych na Uniwersytecie Pedagogicznym im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

W czym może być pomocny asystent zdrowienia?

 W moim przekonaniu ten zawód polega przede wszystkim na wspieraniu osób, które borykają się z kryzysem, które są na początku drogi ku zdrowieniu – zdezorientowanych, zagubionych, nie widzących przed sobą przyszłości.

Czytaj dalej...
Źródło: Biuro do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego
Data: 10 marca 2019 rok

Asystentka zdrowienia o swojej pracy

Niezbędne są takie cechy jak empatia, cierpliwość, umiejętność współpracy, słuchania i patrzenia, mówienia o własnych doświadczeniach w sposób konstruktywny, a przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka – o zawodzie asystenta zdrowienia mówi Anna Olearczuk.

Tekst ukazał się w Kwartalniku Rzecznika Praw Pacjenta dedykowanym wszystkim, którym dobro psychiatrii leży na sercu „Jednym Głosem dla Psychiatrii”

Pomaga innym dzieląc się własnym doświadczeniem

Pilotaż centrów zdrowia psychicznego ma poprawić sytuację pacjentów doświadczających kryzysu psychicznego. Innowacyjne zmiany przynoszą nowy sposób organizacji i funkcjonowania psychiatrii. Jedną z nich jest powołanie do życia funkcji tzw. asystentów zdrowienia, inaczej zwanych ekspertami przez doświadczenie, którzy sami doświadczyli kryzysu.

Samo pokonanie kryzysu psychicznego nie uprawnia z automatu do stania się asystentem zdrowienia. Odbywa on specjalistyczne szkolenie zakończone stażami w placówkach zajmujących się zdrowiem psychicznym. Kandydat na asystenta zdrowienia nie musi mieć szerokiej specjalistycznej wiedzy z medycyny czy prawa. To przede wszystkim odwołanie do osobistych doświadczeń, połączone ze specjalistycznym kursem sprawia, że można zostać asystentem zdrowienia. Jest nim Anna Olearczuk z fundacji eFkropka.

Poznajmy jej historię.

Czytaj dalej...

 

Źródło: Jednym głosem dla psychiatrii, kwartalnik Rzecznika Praw Pacjenta
Data: marzec 2019 rok

Świadectwo bliskiej osoby człowieka z doświadczeniem kryzysu psychicznego

Pięć lat temu nie wiedziałam, co to jest schizofrenia. Wiedziałam tylko, że to ta choroba „od wariatów”. Ale złośliwy los zechciał uczynić mnie ekspertką, i wcale nie chodzi tutaj o studia psychologiczne. Mój wymarzony, najbardziej ukochany chłopak na świecie w przeciągu kilku dni stracił rozum. Po prostu pewnego dnia zrobił się nagle wesoły, tak pewny siebie, jak nigdy w życiu, arogancki. Pomyślałam: to zupełnie do niego nie podobne. Potem przyszedł lęk. „Chodź do mnie!!!” – wiadomość na facebooku. „Co się stało?” „Boję się”. Nie wiedział, czego, chyba mafii, która miała go ścigać. Szpital. Byłam pewna, że szybko go wypuszczą, TO NIE JEST MOŻLIWE, żeby był chory psychicznie, to tylko skutek uboczny tych nowych antydepresantów. Pierwszy raz widziałam człowieka w psychozie, i miałam wrażenie, że to właśnie mój był najbardziej świrniętym pacjentem ze wszystkich na oddziale zamkniętym. To, co mnie zadziwiło, to niesamowita otwartość przebywających tam ludzi, tak jakby cicha solidarność. W końcu jechali na podobnym wózku. Psychotycy, niedoszli samobójcy, narkomani, alkoholicy, osoby z otępieniem i wiele innych efek. Na oddziale rehabilitacyjnym, gdzie leczeni są ustabilizowani pacjenci, już tak nie było: wróciły granice i poprawność, taka zdrowa sztywność międzyludzka. Mój pacjent spędził w szpitalu pięć miesięcy. Wrócił zaleczony, ale nie zdrowy. Bo mówi się, że psychoza to pożar, a po pożarze zostają zgliszcza. I to, co działo się po szpitalu, było najbardziej przerażające. Kompletna utrata poprzedniej osobowości, marazm, pustka. Spanie prawie cały dzień, nie wychodzenie z domu, odpowiadanie półsłówkami. I właśnie wtedy człowiek traci nadzieję. Trzy lata wycięte z życiorysu, tyle zabrała choroba. Gdzieś pod koniec tego okresu zaczęłam zauważać pierwsze znaki zdrowienia. Bardzo subtelne, na przykład chwilowy lepszy humor albo robienie planów na przyszłość. Wyjście z domu na koncert, pojechanie na wycieczkę. Mimo ogromnego lęku, postanowiłam zaryzykować i przejść z nim ten proces. Były lepsze i gorsze momenty, niejednokrotnie miałam dość. Ale byłam. Dzisiaj nikt nie powiedziałby, że kiedyś dostał diagnozę F20. Chodzi do pracy, zapisał się na studia. I tylko mnie denerwuje swoim gadulstwem.

 

Źródło: Archiwum Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego
Data: marzec 2019 rok

Katarzyna Szczerbowska: pogłoski o mojej śmierci są przesadzone

Jest dziennikarką, która doświadczyła kryzysu psychicznego. Ma zdiagnozowaną schizofrenię i od kilku lat działa na rzecz osób chorujących psychicznie. Rozmawiamy o tym, co mogą zrobić osoby bliskie, by pomóc w kryzysie.

Przejdź do artykułu

Źródło: www.hellozdrowie.pl
Data: 15 stycznia 2019 rok

Razem łatwiej

Zawód asystenta zdrowienia polega na wspieraniu osób, które doświadczają kryzysu psychicznego, którzy z niego wychodzą, na dzieleniu się z podopiecznymi doświadczeniami i sposobami na dbanie o zdrowie – mówi Krzysztof Henczak, certyfikowany asystent zdrowienia, koordynator w polskim Instytucie Otwartego Dialogu.

 

Asystent zdrowienia to osoba, która przeszła przez kryzys psychiczny i po odpowiednim przeszkoleniu i przejściu przez staż np. w szpitalu lub domu samopomocy, pracuje z pacjentami psychiatrycznymi. Na czym polega ta praca? W czym taki człowiek może być pomocny?

Krzystof Henczak: Zawód asystenta zdrowienia polega na wspieraniu osób, które doświadczają kryzysu psychicznego, którzy z niego wychodzą, na dzieleniu się z podopiecznymi swoimi doświadczeniami, swoimi sposobami na dbanie o zdrowie. Asystenci zdrowienia namawiają pacjentów na udział w terapii zajęciowej. Pomagają im podczas tych zajęć. Są dla pacjentów przykładem, że można sobie poradzić z kryzysem, że wrażliwość osób ze skłonnościami do kryzysu, może być atutem, że można ją pozytywnie wykorzystać a nie tylko być jej ofiarą. Wspierają też bliskich osób przechodzących przez kryzys. Opowiadają im jak kryzys wygląda z perspektywy pacjenta. Tłumaczą jak ważne jest okazywanie pacjentom pozytywnych emocji. Wyjaśniają, że często kryzys bliskiej osoby wymaga cierpliwości jej otoczenia. Warto wiedzieć, że w wielu przypadkach choroba kończy się na jednym lub dwóch epizodach, że żeby z nią walczyć należy pilnować odpoczynku, regularnego odżywiania się, dbania o swoje więzi z ludźmi. Pielęgnowania relacji można uczyć się dzięki psychoterapii, ale też dzięki kontaktowi z asystentami zdrowienia. Niemal za każdym zdrowieniem stoi jakaś osoba, która w nie wierzy, wierzy w pacjenta. To może być siostra, matka, mąż, ale też psychiatra, psycholog czy asystent zdrowienia. Daniel Fisher, amerykański psychiatra, który w młodości trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego schizofrenię, często wspomina, że za jego wyzdrowieniem stał szwagier. Kiedy jako pacjent zwierzył mu się, że chce zostać lekarzem psychiatrą, szwagier odpowiedział – wierzę w ciebie, wierzę, że ci się uda. Daniel Fisher trzymał się tych słów, dzięki szwagrowi uwierzył, że może wyzdrowieć i spełnić swoje marzenie. Dziś jeździ po świecie, żeby swoim przykładem pokazywać, że diagnoza schizofrenii to nie wyrok, że można wyjść z kryzysu. Asystenci zdrowienia wierzą w swoich podopiecznych.

Czytaj dalej...
Źródło: Materiał Biura ds Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego
Data: 25 stycznia 2019 roku został opublikowany na stronie www.czp.org.pl