Własnym głosem

Rezygnacji z pracownika z powodu choroby psychicznej mówimy nie. Blog o życiu ze schizofrenią Katarzyny Parzuchowskiej

Kolejny wpis w blogu o życiu ze schizofrenią. Katarzyna Parzuchowska, jego autorka, ekspertka przez doświadczenie, edukatorka FundacjieFkropka, osoba związana z Akademią Liderów Cogito, zaprasza: Ostatnio się nieco zakręciłam się w ilości pracy i blog cierpi. Zatem postanowiłam napisać właśnie o niej. Wkurza mnie, że tyle osób ze schizofrenią traci pracę, a Wy co myślicie? Zapraszam do lektury!
Osobiście i emocjonalnie o aktywności zawodowej!

O pracy w kontekście diagnozy schizofrenii pisze:

Na ogół jestem pozytywnie zakręconą osobą. Choroba nauczyła mnie wielu rzeczy. Wiele z nich przekłada się na moje zainteresowania i, o dziwo, także na pracę. Z uwagi na to, że mam jej ostatnio całą masę, troszkę zaniedbałam bloga. Nadszedł więc najwyższy czas na podjęcie tematu tabu. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak mało osób ze schizofrenią pracuje?

To jest temat, który mieści się w mojej szufladce „nie do pojęcia”. Nie będę wchodzić w dywagacje i rozważania nad tematem, a przedstawię fakty.

„Analizując sytuację zawodową pacjentów zwraca uwagę znaczący wzrost odsetka osób pobierających rentę wraz z czasem trwania choroby (4% podczas postawienia diagnozy vs 58% podczas dokonywania oceny), a także spadek odsetka osób pracujących (odpowiednio 46% vs 19%).”

RAPORT „Schizofrenia. Perspektywa społeczna. Sytuacja w Polsce”

„W chwili postawienie diagnozy 46% osób pracowało, wraz z trwaniem choroby prawie trzy czwarte tych osób utraciło pracę. Odsetek osób, które utraciły pracę rósł wraz ze wzrostem ilości hospitalizacji. Wśród pacjentów z liczbą hospitalizacji 5 i więcej ponad 90% z osób pracujących straciło pracę, gdzie u pacjentów z mniejszą niż 2 krotną liczbą hospitalizacji prawie połowa pacjentów utrzymała status zatrudnienia”.

RAPORT „Schizofrenia. Perspektywa społeczna. Sytuacja w Polsce”

Mam na swoim koncie 4 hospitalizacje. Należę do grona „pracusiów”, ale i „szczęściarzy”. Cały czas podczas mojej drogi chorowania i leczenia udało mi się utrzymać aktywność zawodową i społeczną.

Więcej na blogu

Link: https://blogoschizofrenii.wordpress.com/2020/09/20/praca-a-schizofrenia/?fbclid=IwAR0zHSRNiBH5vBoT3KV65qE1qBYbSRUrGADisJ0NnP_H9cX5x7CduR0zD64

Źródło: Jak zostałam pilotem F20, blog o doświadczeniu schizofrenii

Data dodania 21 września 2020 rok

Katarzyna Parzuchowska, pilotka F20 w swoim blogu o życiu z diagnozą schizofrenii paranoidalnej pisze o Centrach Zdrowia Psychicznego

Katarzyna Parzuchowska jest ekspertką przez doświadczenie z diagnozą schizofrenii paranoidalnej, jest edukatorką Fundacji eFKropka. Prowadzi antydyskryminacyjne warsztaty Razem wbrew stereotypom. Odbyły się one m.in. dla operatorów numeru 112, studentów psychologii i pielęgniarzy. W najbliższym czasie będą mogli w nich uczestniczyć studenci medycyny. Warsztaty można umówić dla swojej firmy pod adresem fundacja@ef.org.pl. Katarzyna Parzuchowska: Im dłużej jestem w remisji, tym łatwiej zaakceptować mi chorobę (bo jej nie ma ) Paradoks? Dzisiaj z dystansu przypatruje się Centrom Zdrowia Psychicznego i wspieram się głosem Pana Ministra Marka Balickiego, który w prosty sposób wszystko wyjaśnia. Dziękuję za materiały i uprzejmość Biura ds. pilotażu NPOZP.
Jeśli chcecie wiedzieć, co w systemie piszczy – zapraszam do lektury!

“Zmiana to trudne słowo. Każda budzi zazwyczaj wiele emocji. Zwłaszcza zmiany w polskiej psychiatrii…  Fakt jaki jest, każdy widzi. Na zmiany reagujemy różnie. Jakie są aktualne zmiany w polskim systemie psychiatrycznym?

Przyglądam się zmianom w polskiej psychiatrii odkąd zostałam pilotem F.20. W końcu mundur pilotki zobowiązuje! Trzeba wiedzieć do jakiej “szkoły lotnictwa” się należy. A tak na poważnie, to przydatna w korzystaniu z systemu psychiatrycznego jest wiedza o nim. W jakim sensie? Często słyszę od Was po prostu o braku dostępności leczenia. Dlatego warto wiedzieć, jak psychiatria się zmienia, by wiedzieć co nam przysługuje, czasami tuż za rogiem. Pisząc ten wpis, zdaję sobie sprawę, że wciąż ze zmian w systemie może korzystać 10% z nas. Mam jednak nadzieję, że do 2027 roku, zgodnie z aktualnymi obietnicami, już wszyscy będziemy mogli korzystać z Centrów Zdrowia Psychicznego. Tak! Dzisiaj o nich mowa!

CEL ZMIAN?

Na czym polegają Centra Zdrowia Psychicznego? Po pierwsze nie są to nowe szpitale. Dzięki uprzejmości i materiałom prasowym Biura ds. pilotażu NPOZP oddam teraz głos Ministrowi Markowi Balickiemu: “Celem Centrów Zdrowia Psychicznego jest poprawienie sytuacji osób doświadczających kryzysu psychicznego. Ułatwienie im dotarcia do pomocy i otrzymania jej w takiej formie, która najbardziej pasuje do danego przypadku. Lekarze już nam mówią, że dzięki Centrom Zdrowia Psychicznego jest mniej hospitalizacji, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki”.

W 29-ciu aktualnie działających CZP w Polsce chodzi bowiem o przeniesienie punktu ciężkości ze znanych nam szpitali (czyli głównej formy pomocy) do opieki psychiatrycznej w środowisku (czyli miejscu naszego zamieszkania). Wiem, że brzmi to nieco skomplikowanie, więc może zacznę od tego, jak skonstruowane jest modelowe Centrum Zdrowia Psychicznego.

link do całego wpisu: https://blogoschizofrenii.wordpress.com/2020/07/05/17-centra-zdrowia-psychicznego-o-zmianach-w-polskiej-psychiatrii/?fbclid=IwAR0NzgrS5s2bhPR5Jt_PDZPNQstgB_GXqYGc4IlCE3996Eaah3OP5XpSsOk

Źródło: Jak zostałam pilotem F20, blog o doświadczeniu schizofrenii

Data dodania 6 lipca 2020 rok

Piotr Bucki o swojej chorobie afektywnej dwubiegunowej: „Świat był dla mnie za wolny”

„Chorobę maniakalno-depresyjną można »trzymać za pysk«. Nie oznacza to, że całkowicie minęła groźba pogrążenia się w depresji, jednak po kilku latach zmagań z ChAD wiem, że muszę uważać przede wszystkim na te okresy, w których mam się świetnie” – mówi Piotr Bucki.
Rozmawiała Anna Maruszeczko

Piotr Bucki kończył psychologię społeczną, wykładowca m.in. na Uniwersytecie SWPS, w Wyższej Szkole Bankowej, SGH. Prowadzi autorskie wykłady i spotkania w dziedzinie szeroko rozumianej komunikacji. Wspiera wiele przedsięwzięć związanych z biznesem on-line. Tłumacz. Bloger. Uprawia nordic walking. Autor książki„Złap równowagę. Jak dobrze żyć z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym” (Smak Słowa 2018).

Anna Maruszeczko: Robi pan wrażenie osoby zrównoważonej, poukładanej, wręcz perfekcyjnej. Ale czy to jednocześnie nie jest ciężkie życie, zmora, z którą ciągle trzeba się mocować?

Piotr Bucki: (śmiech) Dyscyplina mnie nie krępuje. Oczywiście mam świadomość, że ktoś o bardziej buntowniczej konstrukcji psychicznej powie: „Nie zrobię tego wtedy, kiedy zaplanowałem, tylko wtedy, kiedy mi się będzie chciało”. I to też będzie w porządku. Jednak dla mnie dyscyplina jest wolnością. To mi daje spokój. Spokój, który bierze się z uważnego powtarzania. Powtarzania w kierunku udoskonalania.

To nie jest kompulsywne?

To nie jest tak, że ja codziennie rano z dużą dokładnością ścielę łóżko – bez względu na to, czy jestem w domu, czy w hotelu – dlatego, że tak sobie nakazałem, tylko ścielę to łóżko, bo sprawia mi przyjemność uważne ścielenie łóżka. I to mi też daje spokój, większą pewność, że czeka mnie udany dzień. Dla kogoś z boku rzeczywiście mogłoby to mieć zabarwienie nieco kompulsywne, myślę jednak, że póki nie odbywa się to niczyim kosztem, to nie ma problemu. Mój styl działania określa zasada doskonalenia się, ale i minimalizmu.

Na przykład? 

Na przykład dzisiaj widzi mnie pani w białej koszuli. Mam ich chyba z osiem. I zupełnie nie mam problemu, w co się ubrać. Rozumiem ludzi, którzy lubią wyrażać siebie poprzez ciekawszy ubiór, ale mój wybór jest taki, że prywatnie to jest prawie zawsze czarny T-shirt i ciemne spodnie, a konferencyjnie i szkoleniowo – biała koszula. (śmiech) Przyznaję, ostatnio pomyślałem, że chętnie bym się w coś innego ubrał, ale wtedy dotarło do mnie, że zupełnie nie wiedziałbym w co.

Czyli te schematy działania zawężają perspektywę?

Myślę, że tak. Ale kiedyś pewnie sobie poszukam…

Kiedyś?

Bo ja cały czas dążę do tego, żeby utrzymywać równowagę, która jest krucha. Chociaż właściwie zapomniałem już, jak to jest być rozregulowanym, więc pewnie trochę mitologizuję tę przeszłość – zarówno depresyjną, jak i wzloty. Dawno ich nie było. Tak samo, jak zapomniałem, jak to jest być pijanym.

Właśnie. Pan nie pije alkoholu. Kładzie się spać o 21! Wstaje co świt. Czy to dlatego, że osoby z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym tak muszą? 

Nie wiem, czy muszą. Na pewno powinny wystrzegać się wszelkich używek. To wyostrza objawy. U mnie w każdym razie wyostrzało. Po alkoholu jeszcze bardziej się rozkręcałem, jeśli chodzi o…

Biegun manii?

Hipomanii. W moim przypadku pełna mania nigdy nie wystąpiła. Miałem bardzo dużo okresów hipomaniakalnych albo mieszanych, bardzo nieprzyjemnych – kiedy organizm jest wymęczony stanem depresyjnym, ciało już nie wytrzymuje, a w myślach jest gonitwa. Jeśli te skrajności dzieją się jednego dnia, to człowiek jest bardzo rozedrgany, drażliwy, męczący dla siebie i dla otoczenia.

link do całej rozmowy: https://pilotkaf20.wordpress.com/2020/05/10/triggeryzdrowienia/?fbclid=IwAR2EFmVyYR4em6LZxe7XRmNxYIUXx6_xm1BTu8ZJ5kAe55ObIsTgLqung90

Źródło: Uroda życia

Data dodania 6 lipca 2020 rok

7 TRIGGERY ZDROWIENIA! O tym co pomaga zdrowieć! Zapis z bloga Katarzyny Parzuchowskiej, ekspertki przez doświadczenie związanej z Fundacją eFkropka i Akademią Liderów Cogito

Najprostsza droga do zdrowia? Nie ma jednej. Rzecz w tym, by wybrać jedną, tę jedną tylko dla siebie i… stawiać krok za krokiem.

Trigger to nic innego jak wyzwalacz. Zwykle lekarze pytają o niego w kontekście zachorowania. Słyszymy wtedy podczas badania liczne, różnie zadawane pytania o źródło zachorowania bądź nawrotu choroby: „Co spowodowało, że zaczęła Pani tak myśleć?”, „Czy wydarzyło się w Pani życiu coś trudnego w ostatnim czasie” ect.  A co z triggerami zdrowienia?

Cieszę się z Waszych maili, które do mnie napływają. Są one dla mnie olbrzymim umocnieniem i jednocześnie inspiracją do tego, by dzielić się swoimi doświadczeniami na blogu. Pytacie mnie o to, co tak właściwie sprawiło, że zaczęłam zdrowieć? To bardzo dobre pytania! Przyznać muszę, że są dla mnie niezwykle terapeutyczne, bo prowokują do tego, by sięgnąć pamięcią do tych osób, sytuacji, rzeczy, które chcę pamiętać na co dzień, wracać do nich i czuć wdzięczność. Tym wpisem nie tylko rysuję moją mapę drogowskazów na drodze do zdrowienia, lecz także mówię DZIĘKUJĘ!

Z mojego doświadczenia wynika, że fighter tygodniami, miesiącami, a nawet latami może odczuwać samotność. Może ją odczuwać, gdy sam szybuje w przestworzach i wydaje się pilotowi, że z nikim nie ma łączności. Jednak głęboko wierzę, i moje doświadczenie też o tym mówi, że nawet, kiedy tej łączności nie widzimy z powodu mgły lub chmur, to ponad mgłą i chmurami czeka na nas słońce, które zawsze świeci. To słońce to ludzie, którzy wyciągają do nas pomocne ręce lub chcą to zrobić, ale są nieco nieporadni w środkach.

Przygoda ze zdrowieniem zaczyna się od postanowienia, że „CHCĘ zdrowieć”. Moim zdaniem na początek trzeba to sobie szczerze, sam na sam, przed sobą powiedzieć: „CHCĘ z tego wyjść”. A potem? Z mojego doświadczenia wynika, że warto stanąć na dwóch nogach. Jedną nogą jest AKCEPTACJA CHOROBY, drugą nogą jest GRUPA WSPARCIA. Dzięki tym dwóm nogom można stawiać pierwsze kroki.

Akceptacja jest trochę takim wyświechtanym sloganem. Słyszymy zewsząd „zaakceptuj siebie”, „zaakceptuj swoje wady”, „zaakceptuj to” i „zaakceptuj tamto”… Akceptacja choroby może więc przywoływać jakieś powierzchowne skojarzenia, ale tutaj mam na myśli naprawdę głębokie pogodzenie się z faktem, że „eFka jest jakąś częścią mojego życia”.

Wypierałam, buntowałam się, nikomu nie chciałam zawierzyć, że mam taki element w życiu, ale chcę żebyście usłyszeli, że przyjęcie w końcu do wiadomości eFki (i wszystkiego, co z nią związane tj. stylu życia, dbania  o siebie, przestrzegania zaleceń lekarzy, motywowania siebie) pomaga mi bardzo zdrowieć. Tę akceptację buduje do dziś. Codziennie. Kiedy „eFka” mnie ogranicza, wściekam się na nią w pierwszej kolejności, a kiedy emocje opadną, szukam dróg do odnajdywania nowych możliwości przezwyciężania tych ograniczeń. Senność? Dotleniam się na rowerze. Kilkanaście zbędnych kilogramów po lekach? Staram się dobrze odżywiać. Brak koncentracji? Ćwiczę ją czytając powolutku książki. Tak codziennie, co tydzień, co miesiąc, gdy pojawia się rwący nurt, szukam pomysłu niczym bobra, co ureguluje go tamą. Śmiech. Jak widać, nie zawsze mam dobre pomysły, jak chociażby te porównania…

cały wpis: https://pilotkaf20.wordpress.com/2020/05/10/triggeryzdrowienia/?fbclid=IwAR2EFmVyYR4em6LZxe7XRmNxYIUXx6_xm1BTu8ZJ5kAe55ObIsTgLqung90

Data dodania 12 maja 2020 rok

Wystarczy rozmawiać? O podejściu otwartego dialogu rozmowa z Reginą Bisikiewicz z Fundacji Polski Instytut Otwartego dialogu.

Podczas spotkań buduje się bezpieczną przestrzeń do mówienia o potrzebach, nadziejach, obawach i problemach osoby w kryzysie, ale też o trudnych, traumatycznych doświadczeniach jej, i jej bliskich – mówi Regina Bisikiewicz, prezes fundacji Polski Instytut Otwartego Dialogu. Wyjaśnia, na czym polega podejście Otwartego Dialogu i w jaki sposób może zmienić patrzenie na problemy ze zdrowiem psychicznym.

Na czym opiera się wspieranie osób doświadczających kryzysu psychicznego w nurcie Otwartego Dialogu, który znalazł się w nazwie prowadzonej przez Panią fundacji?

O Otwartym Dialogu można myśleć dwutorowo – jako o sposobie organizacji pracy z osobami dotkniętymi jakąś formą problemów psychicznych oraz jako o sposobie bycia w kontakcie z pacjentem i jego otoczeniem społecznym. Niezależnie jednak od tego, jak spojrzymy na Otwarty Dialog, podstawą tego podejścia jest empatia i uważność na całe bogactwo ludzkich doświadczeń. Opieramy się bowiem na dobrych praktykach działania instytucji zdrowia psychicznego, w których główny nacisk położony jest na tworzenie zespołów pracujących z osobą w kryzysie i jej bliskimi. Mogą do niego należeć terapeuci, psychiatrzy, psychologowie, pielęgniarki psychiatryczne, asystenci zdrowienia – tj. osoby, które same przeszły przez kryzys.

Zespół jest mobilny, pracuje w środowisku, pomagając osobie w kryzysie oraz rodzinie i sieci wsparcia społecznego nawiązać ze sobą dobry kontakt. Podejście Otwartego Dialogu pozwala: rozmawiać i słuchać się nawzajem, otwierać na historie i doświadczenia, które dotąd były przemilczane i nie dopuszczane do głosu oraz uczyć dialogu. Wszyscy – lekarz, psycholog, psychoterapeuta, pracownik socjalny, osoba potrzebująca pomocy i jej bliscy, współpracują ze sobą, by jak najszybciej włączyć osobę doświadczającą kryzysu do pełnego życia.

Jak wyglądają spotkania?

Podczas spotkań buduje się bezpieczną przestrzeń do rozmowy o potrzebach, nadziejach, obawach i problemach osoby w kryzysie, ale też o trudnych, traumatycznych doświadczeniach, które dotknęły ją, i jej bliskich. W praktyce oznacza to zwykłe, zakorzenione w codziennym życiu rozmowy – bez oceniania, w oparciu o szacunek do wszystkich, którzy się wypowiadają. Dzięki temu, że w spotkaniu biorą udział osoby z najbliższego otoczenia, można spojrzeć z różnych perspektyw na wzajemne relacje i przeszłość. Moderujący spotkanie zadają otwarte pytania i na bieżąco poddają refleksji odpowiedzi. W ten sposób wspomagają członków rodziny w rozumieniu kryzysu, którego doświadcza ich bliski. Co ważne – rodzina ośmielona otwartą postawą słuchającego jej zespołu – może dotykać spraw dotyczących źródła doświadczanego przez ich bliską osobę kryzysu. Psychoza bywa bowiem odpowiedzią na bardzo trudną sytuację życiową, na przykład na długotrwałe działanie w stresie, zawód miłosny, utratę pracy, ale może być też ona reakcją na to, co dzieje się w rodzinie, na dotykające ją przeciwności losu. Otwarty Dialog umożliwia pacjentowi wyrażenie doświadczeń, które budzą w nim lęk. Mierzenie się z takimi emocjami wymaga odwagi i głębokiego poczucia bezpieczeństwa – stąd tak ważnym aspektem pracy w tym podejściu jest tworzenie atmosfery zaufania i grupy wsparcia, która uniesie bolesne historie.

Jakie są zasady pracy w podejściu Otwartego Dialogu?

W ramach Otwartego Dialogu pracuje się według siedmiu zasad. Pierwszą z nich jest natychmiastowa pomoc. W idealnych warunkach powinna być udzielona w ciągu doby od wystąpienia kryzysu, niezależnie od tego, kto nawiązał pierwszy kontakt – osoba doświadczająca kryzysu czyjej bliski. Wczesna interwencja w nurcie Otwartego Dialogu jest ważna z kilku względów. Zespół terapeutyczny zaczyna pracę z osobą doświadczającą kryzysu i jej bliskimi zanim dojdzie do zaostrzenia problemu lub zamknięcia się w jakimś sposobie jego rozumienia i zablokowaniu na ważne kwestie. Moment załamania dotychczasowej równowagi to czas, w którym silne, wzburzone emocje dają dostęp do spraw, które dotąd nie mogły znaleźć ujścia. I to jest ważne, żeby mogły wybrzmieć w bezpiecznych warunkach. Ponadto, szybkie reagowanie daje poczucie bezpieczeństwa – świadomość, że nie jest się samemu, co znacznie zmniejsza stres związany z wybuchem objawów. Spotkania organizowane w takich sytuacjach zapobiegają pogłębianiu się przepaści między dotychczasowym życiem, a procesem zdrowienia. Pomagają zachować ciągłość w poczuciu tożsamości osoby lub w historii życia rodziny. Stąd tak ważne jest zauważanie u bliskich i u siebie objawów zwiastujących kryzys, jak wycofywanie się z relacji z ludźmi, bezsenność lub nadmierna senność, zmiana trybu życia czy ubierania się, rezygnowania ze swoich pasji, problemy z koncentracją, popadanie w apatię, długotrwałe odczuwanie smutku. Często takie zmiany zrzucamy na karb dojrzewania, stresów związanych z nauką czy pracą. Mogą natomiast to być sygnały świadczące o tym, że życie zaczyna się wymykać spod kontroli, że nie do zniesienia staje się funkcjonowanie w rzeczywistości i sposobem poradzenia sobie z nią jest stopniowe rezygnowanie z niej. Jeśli członek rodziny zachowuje się w sposób, który nas niepokoi, nie można czekać aż wszystko wróci do normy. Warto zacząć szukać wsparcia.

Druga zasada Otwartego Dialogu to…

Włączenie sieci społecznej. Chodzi o to, żeby grupę wsparcia rozbudowywać o kolejne osoby, które będą mogły wnieść swoje nowe subiektywne spojrzenie na sytuację, w której znajduje się osoba w kryzysie i na objawy, których doświadcza. Mogą to być członkowie dalszej rodziny, przyjaciele, koledzy z pracy albo uczelni, nauczyciele, duchowni, przedstawiciele instytucji mający wgląd w sytuację rodziny – np. kurator, pomoc społeczna. Do udziału w spotkaniach oprócz pacjenta i jego bliskich mogą być zapraszani sąsiedzi, inni lekarze, osoby, których dotyczy dana sytuacja, mogące w jakiś sposób pomóc. Rozbudowywanie sieci wsparcia umożliwia zdefiniowanie problemu i poradzeniu sobie z nim.

Trzecia zasada…

Elastyczność i mobilność. Leczenie powinno odbywać się jak najbliżej codziennego życia i stanowić odpowiedź na zmieniające się potrzeby pacjenta i jego rodziny oraz zawierać metody terapii odpowiednie dla nich, ich specyficznego języka i stylu życia. Zespół jest otwarty i gotowy do reagowania na to, gdzie najlepiej spotykać się z osobą w kryzysie i wspierającą ją grupą ludzi. Na przykład na taką sytuację, że wizyty w domu z jakiegoś powodu przestały być możliwe. Wtedy może zaproponować, że rozmowy będą odbywać się na neutralnym gruncie na przykład w Środowiskowym Centrum Zdrowia Psychicznego czy w poradni.

Czwarta zasada…

To odpowiedzialność. Jeśli ktoś sygnalizuje potrzebę pomocy to musi ją otrzymać. Zadaniem osoby odbierającej prośbę o pomoc jest zorganizowanie spotkania lub przekazanie sprawy w ręce kogoś, kto może w danej sytuacji pomóc. Nie dopuszcza się do sytuacji, w której osoba potrzebująca wsparcia zostaje sama z problemem lub jest odsyłana do kolejnych specjalistów, bo istnieje ryzyko, że z poczucia bezsilności i pod wpływem silnego napięcia zamknie się na pomoc lub nie będzie mogła skorzystać z niej w takim wymiarze jak mogłaby na samym początku.

Piąta zasada…

Ciągłość psychologiczna. Zespół terapeutyczny składa się z kilku osób, żeby zagwarantować obecność przynajmniej jednego członka zespołu pracującego z pacjentem i jego siecią od początku – niezależnie od niespodziewanych okoliczności, takich jak choroba któregoś z członków zespołu, zmiana pracy, przeprowadzka itp. Dzięki temu rozmowa może rozwijać się bez konieczności powtarzania kolejnym specjalistom, co działo się wcześniej, a osoby z sieci społecznej mają poczucie bezpieczeństwa – zawsze jest wśród terapeutów ktoś, kogo znają i kto z różnych sytuacji zna ich.

A szósta zasada?

Tolerancja niepewności. Dr Werner Schütze, wiodący w Polsce trener podejścia Otwarty Dialog, często podkreśla, że na początku spotkania z osobą w kryzysie i jej bliskimi, nie czyni się żadnych założeń, co przyniesie ta rozmowa, nie stawia przed nią żadnych oczekiwań. Zamiast tego należy nastawić się na wzajemne słuchanie się i spontaniczne reagowanie na to, co wnoszą kolejne osoby. Utrzymanie takiej postawy jest niezmiernie trudne – wymaga ogromnej otwartości na wszystkie pojawiające się emocje i myśli w sytuacjach, które wzbudzają dużo lęku, czasem smutku lub złości. Tolerancja niepewności to też otwartość na to, że nie wiemy nigdy z góry – z pozycji eksperckiej – co pacjentowi pomoże, a w związku z tym – konieczne jest wspólne ustalanie dalszych kroków terapii, częstotliwości spotkań, sposobu rozumienia aktualnej sytuacji. To zaproszenie do partnerstwa w leczeniu.

Siódma zasada to…

Dialogiczność. Według niej w dyskusji tak samo ważny jest każdy głos. Każdy może się wypowiedzieć. Każdy może wnieść swoją perspektywę. Osoba w kryzysie, członkowie rodziny i osoby z zespołu terapeutycznego od pierwszego spotkania traktowani są w rozmowie równorzędnie.

Podejście terapeutyczne oparte na Otwartym Dialogu wypracowano w latach osiemdziesiątych XX wieku. Ma już więc ono za sobą długie doświadczenie.

Wypracowali je prof. Jaakko Seikkula, psychoterapeuta i Brigitta Alakare, psychiatra oraz ich zespół w szpitalu Keropudas w Finlandii. Byli oni odpowiedzialni za planowanie terapii pacjentów przyjmowanych do szpitala. Rozwinęli system leczenia skoncentrowany na rodzinie, w oparciu o podejście dostosowane do potrzeb opracowane w latach sześćdziesiątych przez prof. Yjrö Alanena i jego zespół, a stosowane w leczeniu schizofrenii. Metoda prof. Alanena zakładała szybką interwencję we wczesnej fazie kryzysu, dostosowanie leczenia do indywidualnych potrzeb pacjenta i jego rodziny oraz postrzeganie leczenia jako procesu wykorzystującego różne metody terapeutyczne. Okazało się, że taka pomoc może zatrzymać kryzys. Może pomóc z niego wyjść, że terapia grupowa i indywidualna, oparcie w rodzinie i sieci społecznej pacjenta oraz jego praca nad wykorzystaniem własnych zasobów psychicznych, mogą być alternatywą dla leczenia opartego na izolacji w dużych szpitalach. Według badań w Zachodniej Laponii (Finlandia) nastąpił w ciągu 30 lat spadek zachorowalności na schizofrenię o 90%. Hospitalizacja bywa niezbędna, ale powinno się po nią sięgać, kiedy inne metody zawiodą.

Dlaczego zajęła się Pani wspieraniem ludzi doświadczających kryzysu?

Bliska mi osoba doświadczyła kryzysu zdrowia psychicznego. Po sześciu latach procesu leczenia, w tym ostatnim roku, kiedy była trzykrotnie hospitalizowana i to łącznie zajęło 7 miesięcy, stanęliśmy przed murem. Lekarze twierdzili, że nie umieją pomóc, że trzeba się pogodzić, bo tak już będzie. Nie mogłam pojąć, jak to jest, że w XXI wieku, kiedy człowiek dokonał tak wielu odkryć, kiedy dzięki nowoczesnej technologii w ciągu sekundy informacja może dotrzeć z jednego krańca świata na drugi – tak bardzo jesteśmy bezradni wobec tajemnic psychiki. Postanowiłam wyruszyć na poszukiwanie miejsc, ludzi i metod przywracających zdrowie i dających szansę godnego życia. Tak trafiłam do Zachodniej Laponii w Finlandii, gdzie w ciągu 30 lat diagnozowanie schizofrenii zmniejszyło się o 90 procent. Zobaczyłam świat, w którym nie stawia się diagnoz na dzień dobry, nie zaczyna się leczenia od izolacji i podawania silnych leków w dużych dawkach, gdzie rodzina osoby w kryzysie jest słuchana i każdy głos się liczy. Po trzech dniach pobytu w Finlandii wróciłam do domu z przekonaniem, że taki system trzeba stworzyć w całej Polsce.

Kto najczęściej zwraca się po pomoc do Pani fundacji?

Matki i ojcowie osób, które od wielu lat borykają się z nawracającymi kryzysami psychicznymi, mających za sobą kilka albo kilkanaście pobytów w szpitalu, wielokrotne zmiany leków i ich dawek. Zgłaszają się, bo wszystko zawiodło w walce o zdrowie. Często słyszy się, że podejście Otwartego Dialogu jest najbardziej skuteczne przy pierwszym epizodzie, ale jest wiele przykładów na to, że pomaga pacjentom, którzy mają za sobą burzliwą i długą historię chorowania. Znane są świadectwa osób, które od wczesnego dzieciństwa doświadczały lęku, wycofania, niepokojących objawów psychosomatycznych. Objawy te były wstępem do poważnych załamań w wieku młodzieńczym i kończyły się diagnozami – zaburzeń depresyjnych, psychoz – oraz licznymi hospitalizacjami. Wielu ludzi, których spotykam na swojej drodze podczas pracy w fundacji, słyszało wcześniej od lekarzy, że najlepiej byłoby poszukać ośrodków zamkniętych, a leczenie farmakologiczne będzie trwało do końca życia. Tymczasem osoby te, obecnie pracują, uczą się, funkcjonują jako członek rodziny. A wszystko dzięki temu, że na swojej drodze spotkały ludzi doceniających to, jak ważne jest przywracanie osoby z diagnozą choroby psychicznej do normalnego życia, działanie w środowisku społecznym i szybkie udzielanie pomocy.

W jaki sposób może pomóc asystent zdrowienia?

Potrafi porozumieć się z osobą chorującą na bazie wspólnego doświadczenia. Może wejść w rolę tłumacza między rodziną i specjalistami, a osobą doświadczającą objawów depresji, nerwicy, choroby afektywnej dwubiegunowej. Dzięki niemu osoba przechodząca kryzys czuje, że ma obok kogoś, kto ją rozumie. Może to pomóc się jej otworzyć. Poczuć, że może wziąć zdrowienie w swoje ręce. Ma przecież przy sobie, kogoś, komu udało się opanować kryzys. Kogoś, kto może być inspiracją i źródłem nadziei na wyzdrowienie.

Jeśli zauważamy u bliskiej osoby objawy poważnego kryzysu psychicznego zamiast zapisywać ją do psychiatry czy wieźć na izbę przyjęć powinniśmy szukać miejsca pracującego w podejściu Otwartego Dialogu?

Historia każdej osoby doświadczającej kryzysu jest inna i jestem daleka od stwierdzenia, że wizyta u psychiatry, czy na izbie przyjęć jest złym rozwiązaniem. Jak powiedziałam wcześniej – niezmiernie ważna jest wczesna pomoc, aby nie dopuścić do eskalacji problemu. Tak zrobił ojciec młodego mężczyzny z Poznania, kiedy zobaczył u swojego syna objawy psychozy. Słyszał o podejściu Otwartego Dialogu, doceniał jego założenia i znał osoby pracujące w tym nurcie. Poprosił je o możliwość spotykania się z jego synem, nim i innymi członkami rodziny. Zespół terapeutyczny tworzyły cztery osoby. W każdym spotkaniu brali udział rodzice, oraz – w różnych konfiguracjach, siostry z mężami, przyjaciele i inne osoby np. ksiądz. Dwukrotnie brała też udział osoba przygotowana do pełnienia roli asystenta zdrowienia. Wszyscy mogli doświadczyć, jak wielką siłą wsparcia jest sieć, którą stworzyli. Lekarz psychiatra, która wchodziła w skład grupy terapeutycznej wspomina: „Zostałam zaproszona jako lekarz psychiatra, posiadający narzędzia, które mogłyby okazać się przydatne dla młodego człowieka, będącego osią tego kryzysu. Spotkałam chłopaka w objawach ostrej psychozy, obserwowałam w kolejnych spotkaniach gaśnięcie jej objawów – żywa odpowiedź na pytanie czy da się leczyć psychozę bez zamkniętych drzwi, w otoczeniu bliskich. Widziałam, jak “psychotyk”, który jest wysłuchiwany, którego słowa nie są “urojeniami”, lecz mają konkretne znaczenie dla jego rodziny, konkretne, bo związane z jego i ich historią, może z tej choroby wyjść, może ją zrozumieć, poznać, i przyjąć jako kolejne doświadczenie, a nie jako “zachorowanie” naznaczające go na całe życie, robiące z niego chronika. (…) W szpitalu nie mam możliwości pracować w podejściu Otwartego Dialogu. Ale widzę, jak podejście do pacjentów w tym duchu otwiera, daje ulgę, łagodzi stres pomaga w procesie wychodzenia z objawów choroby, w procesie leczenia. Uczłowiecza kukułcze gniazdo”.

Gdzie można szukać zespołów pracujących w nurcie Otwartego Dialogu?

W Środowiskowych Centrach Zdrowia Psychicznego w Koszalinie, Wieliczce i na warszawskich Bielanach, które działają od września 2018 roku w ramach programu PO WER 4.1. ”Innowacje społeczne”. Poza specjalistami zatrudniają one asystentów zdrowienia, czyli osoby, które same przeszły kryzys i po rocznym szkoleniu i stażu w szpitalu psychiatrycznym, środowiskowym domu samopomocy, czy w domu pomocy społecznej, pomagają ludziom w kryzysie i ich bliskim. Dzięki własnemu doświadczeniu zdrowienia zdobyli zdolność rozumienia i współodczuwania tego, czego doświadczają osoby w kryzysach. Pomysł na kształcenie ludzi z osobistym doświadczeniem na asystentów zdrowienia zaczerpnęliśmy w 2012 roku z Niemiec. Dodam, że asystenci zdrowienia mogą być też zatrudniani w Centrach Zdrowia Psychicznego, które działają w całej Polsce w ramach pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego.

Jaki jest cel fundacji prowadzonej przez Panią?

Chcemy, by każda osoba doświadczająca trudności w zakresie zdrowia psychicznego miała szansę na wyzdrowienie, bez względu na to, czy mieszka na wsi czy w dużym mieście. Żeby system oparty na procesie chorowania, długich hospitalizacjach, izolacji, został zastąpiony podejściem opartym na procesie zdrowienia w lokalnej społeczności.
______________________________________________________________________
Regina Bisikiewicz facylitator procesu zmian, coach rozwoju zawodowego i osobistego. Absolwentka m. in. Wydziału Organizacji i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej oraz kierunku Management wg programu Harvard Business School.

Od 2011 roku podjęła rolę prezesa fundacji Polski Instytut Otwartego Dialogu, aby wspomagać swoim doświadczeniem liderów zmian, kształtować w społeczeństwie nowe postawy i odkrywać potencjał drzemiący w ludziach. Wierzy, że dzięki współpracy wszystkich interesariuszy – na szczeblu krajowym, regionalnym i lokalnym, można dokonać epokowej zmiany systemu zdrowia psychicznego. Jest mężatką i matką czwórki dzieci. Promuje zdrowy styl życia, aktywnie wypoczywa uprawiając żeglarstwo, windsurfing, narciarstwo zjazdowe.

Rozmawiała Katarzyna Kisielińska, rzeczniczka Biura do spraw pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego

Źródło: tekst ukazał się w magazynie “Piękny Umysł” wydanym przy okazji Drugiego Kongresu Zdrowia Psychicznego

Data dodania 6 maja 2020 rok

Szkoła zdrowienia dla „wrażliwych psychicznie”, czyli wieści z Danii!

Anię Zdrowińską poznałam dość niedawno, ale zachwyciła mnie jej historia zdrowienia i to jak bardzo pomocny może być państwowy system opieki psychiatrycznej. Drogi czytelniku nie zestawiaj, nie porównuj i nie narzekaj, że u nas jeszcze tego nie ma, bo wystarczy zacząć czerpać z tego, o czym opowiada Ania. Życzę lotu pełnego inspiracji!

Oczywiście nie jest to opowieść o systemie idealnym, bo jako taki duński system również ma swoje wady, lecz niepodobna dyskutować z tym, że od pięciu lat prowadzą coś niesłychanie uskrzydlającego dla fighterów. Skrycie przyznam, że to jedno z moich marzeń, które mam ogromną nadzieję pojawi się także w Polsce!

Otóż Ania napisała artykuł, który dane mi było przeczytać i nim się inspiruję oraz rozmową, którą przy spotkaniu z Anią odbyłam. Obie te rzeczy napełniły mnie ogromnymi pokładami nadziei. Ania opowiada o tym, czego nauczyła się w duńskiej SZKOLE ZDROWIENIA (dun. Skolen for Recovery), która jest proponowana pacjentom po hospitalizacji i jest częścią państwowej oferty dla osób po kryzysach psychicznych. Szkoła dla ozdrowieńców, jak można to też przetłumaczyć, brzmi moim zdaniem i dobrze i dumnie, i jakoś tak z dala od stygmatyzacji. To tak jakby ktoś tłumaczył: „Może się Pani dowiedzieć więcej o swojej chorobie i metodach życia z nią”. To sygnał, który daje więcej niż zwyczajna, prowadzona na pojedynczych oddziałach szpitalnych psychoedukacja. To prawdziwa SZKOŁA dedykowana na dodatek nie tylko pacjentom, lecz także rodzinom i samym medykom. Serce rośnie wiedząc, że oni wszyscy uczą się razem w tych samych grupach, bez żadnego szeregowania i etykietowania: to dla pacjentów, to dla rodzin, to dla personelu itd. Przekazywana tam wiedza tajemna, a jak się okaże, także wiedza z lat 70-tych, jest dostępna dla wszystkich członków systemu, bo i każdy winien ją znać. Opiszę moim zdaniem najciekawsze z zasłyszanych fragmentów opowieści Ani, ale muszę zaznaczyć, że inspirujących elementów SZKOŁY ZDROWIENIA w Danii jest o wiele, wiele więcej!

NACISK NA MINIMALIZOWANIE STRESU

Zacznijmy zatem od podejścia. Opiera się ono głównie na założeniu, że kryzysy „wybuchają”, czyli nawracają i pojawiają się wtedy, kiedy stresu jest w naszym życiu za dużo, kiedy nie potrafimy go udźwignąć, odczuwamy go długo i przewlekle. W tym momencie Ania prezentuje wykres, który choć prosty, ujmuje wszystko w samo sedno!

Wykres – Model podatności na stres, „Vulnerability – A New View od Schizophrenia” Zubin & Spring, 1977

Jak opisuje Ania: „Zaletą tego wykresu jest też to, że taka perspektywa zmniejsza stygmatyzację, bo skupia się na podatności na stres, a nie na chorobie psychicznej. Zgodnie z tym nurtem nie używa się określenia „chorzy psychicznie”, tylko „wrażliwi psychicznie”, potencjalnie narażeni na wystąpienie objawów. Taka perspektywa może mieć pozytywny wpływ na myślenie pacjenta o sobie. Może być też korzystna dla jego umiejętności rozmawiania z bliskimi o swoim zdrowiu psychicznym i związanych z nim potrzebach bez wstydu”.

Cały tekst: https://pilotkaf20.wordpress.com/2020/04/26/szkola-zdrowienia-z-danii/?fbclid=IwAR1YPV64wZs9y8hXtGxqfwfZnx7tIbwa20r2y0ZA0EskS1OhFHm4qrpHDsg

Katarzyna Parzuchowska, ekspertka przez doświadczenie, edukatorka Fundacji eFkropka przeciwdziałającej stygmatyzacji osób doświadczających kryzysu psychicznego

Źródło: pilotkaF20.wordpress.com

Data dodania 27 kwietnia 2020 rok

Samobójstwo w rodzinie, świadectwo eksperta przez doświadczenie

Rodziny osób, które popełniły samobójstwo pozostają z bardzo trudnymi emocjami. Oprócz uczuć, które pojawiają się w doświadczeniu żałoby, takich jak smutek, rozpacz, gniew czy niedowierzanie, dochodzą do głosu poczucie winy, odrzucenia i wstyd. Brak wsparcia po samobójstwie bliskiej osoby może prowadzić do poważnego kryzysu psychicznego, a w konsekwencji nawet do przewlekłych chorób psychofizycznych.

Jak uzyskać pomoc w żałobie po samobójstwie bliskiej i ważnej osoby i na czym polega skuteczna pomoc w takiej sytuacji?

O rozmowę na ten temat poproszono osobę, która sama go doświadczyła. Paweł Podgórski, po samobójczej śmierci ojca przeżył kryzys psychiczny. Dziś jako asystent zdrowienia współpracuje z zespołami zdrowia psychicznego na terenie małopolski. Prowadzi warsztaty, spotkania i wykłady z zakresu profilaktyki. W codziennej pracy sięga do własnych doświadczeń żałoby, kryzysu psychicznego oraz zdrowienia.

Zapraszamy na film dokumentalny “Samobójstwo w rodzinie.”

Premiera dziś o g. 14 na kanale YT.

https://youtu.be/6RLJCeJYdyw

Dokument powstał w ramach “Deinstytucjonalizacja szansą na dobrą zmianę: projekt horyzontalny” odc. 20 z 32.

Środowiskowe Centra Zdrowia Psychicznego Szpital Kliniczny im. dr. Józefa Babińskiego SPZOZ w Krakowie Polskie Towarzystwo Suicydologiczne Instytut Psychologii UKSW

Źródło: Środowiskowe Centra Zdrowia Psychicznego

Data dodania: 27 kwietnia 2020 rok

Asystent zdrowienia - nowy zawód w Centrach Zdrowia Psychicznego

Autorka: Agnieszka Polak, asystentka zdrowienia, prezeska Stowarzyszenia Asystentów Zdrowienia

W Polsce powstaje nowy zawód: ASYSTENT ZDROWIENIA (EKSPERT PRZEZ DOŚWIADCZENIE). Jest to ekspert, który przez własne, przepracowane doświadczenie kryzysu psychicznego wspiera proces zdrowienia innych osób, które znajdują się lub znajdowały w sytuacji kryzysu psychicznego, ich rodzinę i najbliższych.

Zawód asystenta zdrowienia jest odpowiedzią na ogromną potrzebę wsparcia wśród samych beneficjentów opieki psychologicznej i psychiatrycznej. Tam, gdzie jesteśmy, w związku z naszą pracą cieszymy się dużą wdzięcznością i uznaniem.

W Ministerstwie Zdrowia dobiegają końca prace nad kwalifikacją zawodową tej nowej profesji. Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 9 października 2019 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie programu pilotażowego w centrach zdrowia psychicznego (na podstawie art. 48e ust. 5 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych [Dz. U. z 2019 r. poz. 1373, z późn. zm. 2]) zarządza się, że od dnia 01.04.2020r. do osób zatrudnionych w Centrach Zdrowia Psychicznego w całej Polsce, w ramach działalności podstawowej zaliczać się będzie asystentów zdrowienia (§1 pkt 10 lit. b).

W całej Polsce nie ma jeszcze zbyt wielu przeszkolonych i pracujących w zawodzie Asystentów Zdrowienia. Wiele osób wyraża swoją potrzebę posiadania wiedzy na temat tego nowego zawodu. Obecnie asystenci zdrowienia pracują m.in. w Centrach Zdrowia Psychicznego, szpitalach, punktach konsultacyjno-doradczych oraz innych placówkach służby zdrowia. Należą do zespołów na równi m.in. z: lekarzami psychiatrami, psychologami, terapeutami, pielęgniarkami psychiatrycznymi. W praktyce stanowią część oraz ważne uzupełnienie tych zespołów.

Co konkretnie robimy?

  • w siedzibie Centrum, oddziale całodobowym, w oddziale dziennym,  w środowisku– spotkania, rozmowy, aktywizacja, towarzyszenie, wspieranie; podczas wizyt środowiskowych (w tym w ramach zespołów mobilnych) również wspólne: zakupy, przyrządzanie posiłków, pranie, wsparcie w rozwiązywaniu różnych problemów dot. codziennego funkcjonowania pacjenta.
  • Klub Pacjenta, zajęcia plastyczne (dekupaż i inne) oraz praktyczne (np. rozwiązywanie problemów domowych przy użyciu igły, nitki oraz maszyny do szycia, znalezienie w prasie lub smartfonie wydarzeń, na które można pójść w wolnym czasie) – prowadzenie oraz współprowadzenie zajęć dla: osób z Centrum/oddziału/zespołu leczenia środowiskowego, innych osób po  kryzysach i hospitalizacjach, bądź skierowanych przez lekarzy z Centrum
  • spacery, wyjścia w celu załatwienia spraw pacjenta razem z pacjentem
  • udział w sesjach otwartego dialogu
  • współpraca z pozostałymi członkami zespołów, z innymi instytucjami (np. MOPS)
  • edukacja poprzez m.in.: warsztaty, wykłady, działalność antystygmatyzacyjną i antydyskryminującą

Nasza praca różni się jednak od pracy pozostałego personelu. Zadaniem asystenta zdrowienia jest wsparcie procesu zdrowienia danej osoby, nacisk na jej zrozumienie i upodmiotowienie.

Dlaczego praca Asystenta Zdrowienia jest taka ważna? Rola Asystenta Zdrowienia:

  • poznać – przedstawić i omówić z pozostałym personelem perspektywę osoby chorującej. Zauważyć człowieka, a nie tylko jednostkę chorobowa, czy zagrożenie, jego cele, pragnienia, potrzeby, uwarunkowania
  • zrozumieć– aby skutecznie pomagać (nie wyręczając). Stworzyć warunki do zdrowienia
  • wesprzeć– wykorzystać potencjał i wzmocnić go, również w sprawach praw, podejmowania decyzji, samostanowieniu. Pomoc w samodzielności, pełnieniu ról społecznych, zawodowych, realizacji marzeń
  • dać siłę i nadzieję, że się powiedzie – własnym przykładem oraz wsparciem kolejnych kroków klienta/pacjenta pokazać, że “można”.
  • przekazać praktyczna wiedzę, na temat zdrowienia, rożnych form leczenia, pomocy, aktywności i wsparcia

Celem takiej pomocy jest to, aby osoby, do których kierowane jest wsparcie, świadomie i intencjonalnie dbały o zdrowie własne oraz zdrowie swoich najbliższych.

Celem pracy – stare chińskie powiedzenie: “DAĆ WĘDKĘ, A NIE RYBĘ”

Cel – podzielić się moją perspektywą pracy jako Asystenta Zdrowienia

Moje własne doświadczenia jako osoby z  pierwotną diagnozą psychiatryczną – przykład odbioru społecznego osób leczących się, osób po kryzysie psychicznym oraz ich rodzin

– stygmatyzacja, wyśmiewanie

– odrzucenie, dyskryminacja

– groźba odebrania matce z diagnozą psychiatryczną nowo narodzonego dziecka, szantaż, dyskwalifikowanie z pełnienia ról społecznych

– lekceważenie, niepoważne traktowanie

– porzucenie przez narzeczonego, chęć ubezwłasnowolnienia

 

Praca Asystenta Zdrowienia ma też wymiar, i pełni funkcje, społeczne:

  • wpływa na zmiany w świadomości podopiecznych i ich rodzin, co wymiernie wpływa na zmianę traktowania ich, przez nich samych: świadomość, że jest pełnowartościowym członkiem społeczeństwa, antyautostygmatyzacja, brak wykluczania, dbałość o warunki do zdrowienia
  • wpływa na zmiany w świadomości społecznej, postrzeganiu – daje wymierne efekty: zaufanie, zrozumienie, danie szansy, stopniowa eliminacja strachu i obaw przed kontaktem z osobami doświadczonymi kryzysem psychicznym, co wymiernie wpływa na zmianę traktowania osób w/po kryzysie, oraz ich rodzin, przez społeczeństwo (np. zatrudnianie, wchodzenie w relacje, antystygmatyzacja, brak wykluczania)
  • wpływa na funkcjonowanie w społeczeństwie osób w/po kryzysie/ich rodzin i bliskich – poprzez podejmowanie ról społecznych: w pracy, w rodzinie, itd. wpływa na jakość codziennych relacji międzyludzkich, jakość pracy, wiarę, że osoba z doświadczeniem kryzysu psychicznego poradzi sobie w samodzielnym funkcjonowaniu

Kryzys psychiczny dotyka wielu osób, niezależnie od funkcji społecznych, pochodzenia, czy wieku. Potencjalnie każdy z nas może go doznać, tak jak każdego innego schorzenia. Asystenci zdrowienia pracujący w środowisku medycznym, mogą liczyć na szybką informację zespołu w razie, gdyby pojawiły się jakieś kryzysowe symptomy u nich samych. Najczęściej jednak to my jesteśmy bardzo czujni i wiemy najlepiej, kiedy czujemy się gorzej, ponieważ już wcześniej przeżyliśmy własny kryzys i wyszliśmy z niego.

Tekst został wygłoszony podczas konferencji dla liderów Centrów Zdrowia Psychicznego i asystentów zdrowienia podsumowującej rok działania Centrów Zdrowia Psychicznego

Data dodania: 27 kwietnia 2020 rok

O radości odzyskanej, Aleksandra Kożuszek, ekspertka przez doświadczenie

Jest ekspertką przez doświadczenie z Wrocławia. Aleksandra Kożuszek działa w Akademii Liderów Cogito, organizacji skupiającej osoby po kryzysie, które pomagają tym, którzy w kryzysie trwają i ich bliskim.  O swoim doświadczeniu wracania do zdrowia napisała książkę pt. “Radość odzyskana” . Jest nazywana “polską Arnhild”. Zorganizowała i prowadzi w Warszawie kurs na asystenta zdrowienia.
– Ostatnio coraz częściej sięgam pamięcią do wydarzeń, które miały miejsce 40 lat temu – mówi. – Był czas, kiedy w ogóle ich nie wspominałam. Wydawało mi się, że należą do przeszłości i osobom, które poznawałam w ogóle nie mówiłam, że byłam kiedyś w klinice psychiatrycznej, że byłam chora psychicznie. Czułam się dobrze. Pięć lat temu postanowiłam dawać świadectwo. Sama doświadczyłam pomocy wielu ludzi. Wiele wspaniałych osób otaczało mnie swoją życzliwością, wspierało mnie. Teraz mam potrzebę odwdzięczenia się, powiedzenia innym, jak udało mi  się przezwyciężyć bardzo trudne kryzysy psychiczne. Zdaję sobie sprawę, że świat przeżyć psychotycznych, przeżyć w chorobach psychicznych takich jak schizofrenia, jak zespół urojeniowy, nerwica czy choroba dwubiegunowa afektywna może być dla kogoś obcy, niezrozumiały. Ja to przeżyłam na własnej skórze. Ten świat jest niedostępny dla osób, które nigdy się z nim nie zetknęły. Opowiadanie o nim brzmi trochę jak z filmu, jak z powieści. Wydaje się niesamowite, że można w czymś takim żyć, funkcjonować i na dodatek być przekonanym, że to jest jedyny logiczny układ. Ja coś takiego przeżywałam w 1978 roku, kiedy przez dwa miesiące byłam w tak głębokiej psychozie, że straciłam zupełnie kontakt z rzeczywistością. Żyłam na okrągło w świecie urojeń wzrokowych, węchowych i słuchowych. Było to pasmo koszmarów. wydawało mi się, że nigdy się nie skończy. Ogromny ból psychiczny. Towarzyszyło mi zwielokrotnione poczucie winy. Po lekturach w liceum dotyczących drugiej wojny światowej, po oglądaniu filmów o wojnie, moja wyobraźnia zarejestrowała dużo faktów z tamtych czasów. Olbrzymiały one w moich myślach. Miałam wrażenie, że jestem odpowiedzialna za całe zło, które istnieje na świecie – dodaje Aleksandra Kożuszek.

Zapraszamy do obejrzenia filmu na którym daje swoje świadectwo: https://www.youtube.com/watch?v=a1Ms_WCC38E&fbclid=IwAR29-GF4FFl6EMffP_Vc7_sQXZK8A2l9_OiHaS00Za-JxROvn7-BWvYrWe4

źródło: YouTube

Data: 13 marca 2020

Jak pomagać osobie w kryzysie? Mówi Anna Olearczuk, asystentka zdrowienia

Jak przejawia się i w jaki sposób możemy rozpoznać kryzys psychiczny członka rodziny? Jak pomagać członkowi rodziny, gdy doświadcza kryzysu psychicznego? Jak we własnym domu budować sieć oparcia społecznego dla bliskiej nam osoby? Na te pytania odpowiada Anna Olearczuk, asystentka zdrowienia, która pracuje w wolskim Centrum Zdrowia Psychicznego i w Środowiskowym Centrum Zdrowia Psychicznego dla dorosłych na Bielanach.

– Sygnałem alarmowym, że zbliża się, zaczyna czy trwa kryzys, mogą być zmiany w zachowaniu bliskiej osoby. Jeśli była aktywna i towarzyska a zaczyna się wycofywać z tych kontaktów, jeśli to, co lubiła robić, nie sprawia jej już przyjemności – mówi Anna Olearczuk. – Kryzys u dzieci często zaczyna objawiać się niechęcią do chodzenia do szkoły, wagarowaniem, skargami na rozmaite bóle. Objawem kryzysu może być zaniedbanie higieny, nie dbanie o siebie. Znakiem, że coś jest nie tak, bywa także duże pobudzenie. To, że ktoś robi się agresywny, choćby werbalnie. Należy zwracać uwagę na to, czy w wypowiedziach bliskiej nam osoby, której zachowanie nas niepokoi, pojawiają się dziwne treści. Bardzo ważna jest postawa rodziny. To żeby osoba, która przeżywa kryzys psychiczny, była otoczona życzliwością. Żeby członkowie rodziny nie zrzucali na nią odpowiedzialności za to, co się dzieje, żeby byli wspierający. Członkowie rodziny mogą zrobić bardzo dużo, chociażby namawiać osobę, która jest w kryzysie, na wizytę u lekarza, do szukania pomocy. Często nasz bliski, który przeżywa kryzys, bardzo potrzebuje wsparcia rodziny i profesjonalistów. Jak można pomóc? Chociażby towarzysząc w czasie wizyty u lekarza. Dbać o to, żeby nasz bliski się odżywiał, żeby był spokój w domu, żeby było jak najmniej czynników, które mogą pogłębiać kryzys – dodaje Anna Olearczuk.

Asystent zdrowienia to osoba, która ma za sobą doświadczenie kryzysu psychicznego, opanowała je, przeszła przez kurs i staż w szpitalu przygotowujący do tej roli. Anna Olearczuk szkoli się dodatkowo na kursie podejścia otwartego dialogu. Jego podstawą jest terapeutyczne wsparcie grupy specjalistów okazane osobie z doświadczeniem kryzysu i jej bliskim. Jest członkiem Rady do Spraw Zdrowia Psychicznego przy Ministerstwie Zdrowia, należy do zarządu Fundacji eFkropka przeciwdziałającej stygmatyzacji osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego i do Stowarzyszenia Asystentów Zdrowienia. Działa też w Akademii Liderów Cogito, organizacji skupiającej ludzi z całej Polski, którzy przeszli przez kryzys i teraz pomagają osobom, które w nim trwają i ich bliskim.

Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy z Anną Olearczuk: https://www.youtube.com/watch?v=BAchcw7sH5c&fbclid=IwAR15y0kgb_zIIWLK75HPyhkAGhM8wUEwj4ea-hoJvrwq0kyheCX-G28VuNg

źródło: Środowiskowe Centra Zdrowia Psychicznego

Data: 12 marca 2020

Przejście przez ulicę niczym zdobycie Mount Everestu

Krystyna Matyjasek, autorka bloga biegunzycia.blogspot.pl

Trudno mi powiedzieć, kiedy dokładnie choroba osiągnęła u mnie apogeum. Na pewno przełomowym momentem była pierwsza hospitalizacja. Trzy lata temu majówkę spędzałam na terenie szpitala, nie było mowy o żadnej dłuższej przepustce, żeby wyjechać gdzieś na kilka dni.

Jak doszło do tego, że trafiłam do szpitala? Sama nie wiem. Jedno jest pewne. W warunkach ambulatoryjnych nikt nie był w stanie mi pomóc i sytuacja ta trwała już tak długo, że nie było sensu dłużej zwlekać. Miałam depresje i żadne leki mi nie pomagały. Było coraz gorzej, coraz trudniej było mi się komunikować ze światem. Mycie głowy było wielkim wyzwaniem, a samodzielne przejście przez ulicę niczym zdobycie Mount Everestu. W czasie wizyty w przychodni moja lekarka zadzwoniła na oddział. Akurat było miejsce. Spakowanie małej torby z dresem i przyborami kosmetycznymi zajęło mi całe popołudnie. Następnego dnia rano rodzice odwieźli mnie na izbę przyjęć.

Zabrałam ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Pozbawiono mnie paska od szlafroka i pilniczka, resztę rzeczy mogłam zachować. Trafiłam na oddział ogólnopsychiatryczny.  Dostałam ekskluzywne miejsce na 3 osobowej sali, w towarzystwie innych osób z depresją. Trochę płakałam, ale to nic. Byłam już przyzwyczajona do tego że ciągle płacze, od kilku miesięcy była to dla mnie codzienność.

W pierwszych dniach mój stan się nie poprawiał, ale też nie było gorzej. Dostałam nowe leki, między innymi lit i po dwóch tygodniach nastąpiła poprawa. Któregoś dnia moja lekarka prowadząca zaprosiła na konsultację moich rodziców. Poszliśmy do jej gabinetu. Wtedy pierwszy raz porozmawiał ktoś ze mną (z nami ), o tym co mi dolega. Co to właściwie ten CHAD? Wiadomo, choroba przewlekła, rokowania niepewne. Taka diagnoza może zabić młodego człowieka. Nie miałam jeszcze 30 lat! To był czas kiedy „powinnam” realizować wszystkie swoje plany na życie. Choroba psychiczna, a w zasadzie żadna choroba nie mieściła się w moich planach. Wszystko trzeba było zweryfikować.

Proces zdrowienia zaczął się powoli, mimo iż ze szpitala wyszłam bardzo szybko. Byłam tam zaledwie miesiąc.  Bardzo dużo zawdzięczam lekarce dr. Aleksandrze Barabasz-Gembczyk. To ona jako pierwsza zaczęła mnie leczyć, mimo że nie była pierwszym psychiatrą którego odwiedziłam. Być może gdybym trafiła na nią wcześniej, moja choroba nie dałaby mi tak bardzo w kość? A może musiało tak być?

Choroba psychiczne zmieniła moje życie. Przede wszystkim zweryfikowała relacje międzyludzkie. Myślę, że był to bardzo trudny egzamin. Nie wiem, co jest większym wyzwaniem. Znoszenie człowieka w manii, czy towarzyszenie mu w depresji? W manii byłam całkiem sama, wszyscy uciekli, ale i ja też uciekłam do swojego psychotycznego świata. W depresji byli przy mnie rodzice, chociaż wiem, że było to dla nich bardzo trudne. To mama znalazła mi lekarkę, o której już wspomniałam. Miałam duże szczęście, mogłam (i mogę) liczyć na wsparcie najbliższych. To bardzo pomaga!

Istotną rolę w moim powrocie do zdrowia odgrywa psychoterapia. Chodzę na nią regularnie co tydzień (z wyjątkami na przerwy urlopowe) od ponad dwóch lat. Bardzo cenię sobie relacje z panią psycholog. Dzięki tym spotkaniom zyskałam duży dystans do siebie i świata. Nie biorę już wszystkiego tak na poważnie. Życie zyskało więcej odcieni, wcześniej wszystko było dla mnie czarne albo białe, dobre albo złe. Nauczyłam się wyrozumiałości, także w stosunku do siebie.

Jedno jest pewne. Od 3 lat mój stan zdrowia się poprawia. Po drodze były wzloty i upadki, dużo dyscypliny, samozaparcia i codziennej walki. Godziny spędzone na terapii i psychoedukacji. Moim zdaniem to właśnie te poza farmakologiczne formy leczenia dają największy efekt. W moim życiu zmieniło się wszystko. Przede wszystkim tryb życia (w chorobie dwubiegunowej bardzo ważne jest zachowanie rytmów dobowych), poziom i rodzaj aktywności zawodowej, a nawet aktywność fizyczna i dieta. Jesienią ubiegłego roku postanowiłam dzielić się moimi spostrzeżeniami i wiedzą na temat zdrowienia i higieny zdrowia psychicznego. Prowadzę bloga biegunzycia.blogspot.com – to też dla mnie forma terapii. Uważam, że idę w dobrym kierunku. Mam świadomość, że zdrowie nie jest dane raz na zawsze i trzeba o nie dbać, i zabiegać każdego dnia. Być może kiedyś przyjdzie taki dzień, że będę czuć się w 99, albo 100% zdrowa. Na razie to jeszcze przede mną.

Krystyna Matyjasek

Obecnie jej największą pasją jest zdrowie. Od 2 lat jest instruktorką fitnessu. Prowadzi zajęcia mentalne i prozdrowotne. Lubie czytać książki i spacerować.
Hoduje aloesy i kocha kosić trawę. Zapraszam na swojego  bloga biegunzycia.blogspot.com
Data: 30 stycznia 2020

W kierunku zdrowienia

Katarzyna Szczerbowska

Instytut Psychiatrii i Neurologii, Biuro Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, Warszawa

Skradałam się do choroby powoli, ale zachorowałam nagle. Byłam zawsze nadwrażliwa, wszystko przeżywałam silniej niż inni. Mocno odbierałam emocje ludzi, współodczuwałam je z nimi. Jeśli ktoś przy mnie denerwował się, wchłaniałam tę emocję jak gąbka. Pracowałam w mediach, gdzie relacje z ludźmi są stresujące, gdzie działa się w nieustannym napięciu. Reakcją na świat był wieczny ból głowy i permanentne przemęczenie. Żeby sobie poradzić z przeżywaniem, poszłam do psychiatry, który dał mi leki przeciwdepresyjne. Nie chciałam opierać się na farmakologii, więc poszukałam dla siebie terapii.

Być może to ona okazała się dla mnie za silna a może za późno zgłosiłam się po pomoc, ale po prostu pewnego dnia rzeczywistość zaczęła mi się wymykać spod kontroli, odklejałam się od niej. Zaczęłam mieć wrażenie, że otoczenie jest w spisku, który mi zagraża, że ludzie na ulicy komentują moje życie, że wszyscy się za mną oglądają. Miałam wrażenie, że gniję, że cała jestem we krwi, wydawało mi się, że się duszę. Zaniepokojona rodzina zabrała mnie na izbę przyjęć do szpitala psychiatrycznego. Byli przerażeni tym, co mówię i jak się zachowuję, trudno było się im ze mną porozumieć. Później tłumaczyli mi, że zawieźli mnie do szpitala bo bali się, że wpadnę pod samochód albo gdzieś się zgubię.
Pierwsze chwile na izbie przyjęć były trudne. Pamiętam, że bardzo się bałam. Pamiętam, że rozmawiał ze mną lekarz, ale nie wiem, o czym. Pamiętam, że miałam wrażenie, że nie mogę oddychać, ale nie pozwalano mi wyjść na dwór. Mój partner bardzo długo przekonywał mnie, żebym podpisała zgodę na leczenie, ale nie mogę sobie przypomnieć, że to zrobiłam. Pamiętam dwóch pielęgniarzy, którzy kazali mi założyć piżamę w jakimś niewielkim pokoju. Płakałam, bo byłam przerażona tym, że trafiam do szpitala psychiatrycznego. Myślałam, że to koniec mojego życia.

Przez pierwsze kilka dni pobytu w szpitalu nic nie mówiłam, byłam karmiona kroplówką, nie pamiętałam, kim jestem. Ze swojej choroby najbardziej pamiętam samotność. Mózg postanowił schronić się w świecie równoległym, ale w tym miejscu, do którego uciekł, byłam zupełnie sama. Nie umiałam powiedzieć, co się ze mną dzieje, często nie mogłam w ogóle nic powiedzieć.

Byłam nadwrażliwa na dźwięki. Przeszkadzał mi nawet dźwięk, który towarzyszy przełykaniu wody. Denerwowało mnie światło, kolory wydawały się bardzo ostre.

Moją motywacją do zdrowienia było dziecko. Kiedy przypomniałam sobie, że mam córkę, przyczepiłam się do myśli o niej. Marzyłam o tym, żeby ją zobaczyć. W szpitalu nie było to możliwe, bo na oddziałach całodobowych chorych odwiedzać mogą tylko ludzie, którzy skończyli 16 lat. Bardzo ważne były dla mnie te odwiedziny, ci ludzie, którzy mi najbardziej pomagali – mama, mój chłopak i przyjaciółka. Oni mnie myli, przewijali, spacerowali ze mną, mówili do mnie, przynosili mi rzeczy, z których bardzo się cieszyłam. Myślę, że starania tych trzech najbliższych osób bardzo pomogły mi zdrowieć.

Po wyjściu ze szpitala było mi ciężko. Nie wiedziałam, dokąd pójść, żeby się dalej leczyć. Nie mogłam znaleźć żadnej grupy wsparcia. Indywidualna psychoterapia była dla mnie za droga. Chodziłam do psychiatry po leki. A w domu myślałam głównie o tym, żeby się zabić. Czytałam w Internecie teksty o tym, jak najskuteczniej odebrać sobie życie. Nie mogłam się jednak zdobyć na samobójstwo, bo martwiłam się o to, co będzie z moją córką, co by czuła, gdybym odeszła w taki sposób. Wróciłam do pracy, ale trudno było mi zbudować dobre relacje z ludźmi. Byłam bardzo smutna, codziennie chodziłam w tej samej spódnicy, nie przypominałam siebie sprzed choroby. Bałam się, że zostanę zwolniona i ogromnie starałam się pracować jak najlepiej i udowodnić, że jestem już zdrowa. Przez leki miałam trochę unieruchomione ręce i potrzebę dreptania w miejscu. Starałam się ruszać rękami, żeby nikt nie zauważył, że zastygają, a kiedy już nie mogłam opanować dreptania, zamykałam się w łazience i dreptałam tam. Praca i chęć pracowania trzymały mnie przy życiu.

Mam za sobą trzy hospitalizacje. Dwie pierwsze były długie, wielomiesięczne, ostatnia trwała nieco ponad miesiąc. Myślę, że była tak krótka bo był przy mnie bardzo oddany mi człowiek. Spędzał ze mną kilka godzin dziennie a kiedy zaczęłam mieć wolne wyjścia, przychodził codziennie rano, by towarzyszyć mi do wieczora. Miałam wrażenie, że wszyscy ludzie są podstawieni poza nim. Myślę, że jego miłość, cierpliwość, oddanie, spokój udzielały mi się i pomogły wyjść z psychozy. Chciałabym, żeby lekarze mieli czas na pomaganie nie tylko choremu ale i jego bliskim. Żeby tłumaczyli im, jak ważne jest zachowanie w stosunku do osoby w kryzysie otwartego, ciepłego, optymistycznego stosunku, jak ważne jest okazywanie miłości i cierpliwość. W zeszłym roku byłam na szkoleniu prowadzonym przez Daniela Fishera, psychiatry, który postanowił zostać lekarzem, gdy w młodości zdiagnozowali u niego schizofrenię. To szkolenie było właśnie o tym, jak ważne jest okazywanie miłości osobom doświadczającym kryzysu. To miłość jest największą motywacją do zdrowienia. Jeśli wokół pacjenta zgromadzi się mocna grupa wsparcia złożona z lekarza i jego bliskich, ma on większą szansę na wrócenie do rzeczywistości. Jestem głęboko przekonana, że wiele zależy od samego pacjenta, od tego, żeby on sam podjął decyzję, że chce zdrowieć. Łatwiej mu ją podjąć, kiedy czuje się potrzebny, wartościowy i kochany.

Nigdy nie udało mi się odbudować mocnej więzi z osobami, z którymi przyjaźniłam się zanim zachorowałam. Patrzą na mnie przez pryzmat kryzysów, w których mnie widzieli. Mam za to wielu nowych wartościowych znajomych, w tym osoby, które doświadczyły kryzysu psychicznego, jak ja. Znam kilku asystentów zdrowienia, osoby które przeszły przez kryzys i po odpowiednim szkoleniu wspierają ludzi, którzy w kryzysie trwają i ich bliskich. Cieszę się, że w Polsce powstały centra zdrowia psychicznego, do których można pójść po pomoc m.in. po wyjściu ze szpitala. Miejsca otwarte na współpracę z bliskimi chorego. Cieszę się, że po wizycie w punkcie zgłoszeniowo koordynacyjnym można w nich znaleźć dostosowaną do siebie pomoc lekarza i wsparcie psychologów. Cieszę się, że mogą być w tych miejscach zatrudniani asystenci zdrowienia. Ewa Kupis, asystentka zdrowienia wspierająca studentów w kryzysach psychicznych na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie mówi o tym zawodzie: „chodzi o to, by wspierać ludzi, którzy borykają się z kryzysem, którzy są na początku drogi ku zdrowieniu – zdezorientowanych, zagubionych, niewidzących przed sobą przyszłości” (https://czp.org.pl/index.php/wlasnym-glosem ).

Bardzo chciałabym, żeby pilotaż Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego odniósł sukces i żeby Centra Zdrowia Psychicznego były w każdym powiecie i w każdej dzielnicy dużych miast. Niemal codziennie ktoś pisze do mnie z prośbą o podanie adresu miejsca, w którym można dostać pomoc, o dobrego psychiatrę czy psychologa. Chciałabym móc każdemu podać adres najbliższego mu centrum zdrowia psychicznego.

Data: 22 stycznia 2020

Lata choroby mojego brata były bardzo dramatyczne

Diagnoza schizofrenii pojawiła się w mojej rodzinie nieco ponad 20 lat temu. Od tamtej chwili szukamy skutecznej formy leczenia. Największym problemem, jak pewnie w wielu podobnych rodzinach, było to, że nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, wsłuchiwać się w siebie nawzajem. Uważam że, doprowadziło to do poważnego kryzysu rodziny oraz wielkiego cierpienia jednego z jej członków. Do tego zawiódł nas polski system opieki psychiatrycznej. W sytuacji kryzysu proponuje właściwie jedynie farmakologię i diagnozę. Nie ma w nim miejsca na pracę nad procesami zachodzącymi w rodzinie, w której pojawił się kryzys psychiczny ani na zrozumienie osoby w kryzysie psychicznym. Od wielu psychiatrów można usłyszeć, że z choroby psychicznej nie można wyzdrowieć a to z pewnością nie pomaga zdrowieć .

Tradycyjne metody leczenia chorób psychicznych w Polsce oparte na farmakoterapii oraz długotrwałej izolacji doprowadzają człowieka do wyniszczenia, często do utraty najlepszych lat życia, odseparowania od społeczeństwa, pozbawiają możliwości zdobywania wykształcenia, pozbawiają decyzyjności, pozbawiają godności, stygmatyzują, całkowicie odbierają nadzieję na wyzdrowienie.

Kiedy prawie codziennie czytam nowe artykuły zamieszczane w Internecie na temat rosnącej liczby samobójstw wśród dzieci i młodzieży, na temat przepełnionych dziecięcych oddziałów psychiatrycznych, na temat bezradności Polskiej Psychiatrii Dzieci i Młodzieży wobec narastających problemów, czuję ogromną złość.

Mamy dostęp do informacji o skutecznych praktykach leczenia w innych państwach, przedstawiane  przez min. prof. Jakko Seikkule z Finlandii – Otwarty Dialog, dr Daniela Fishera z USA – eCPR „Emocjonalan Reanimacja”, programy Asystenta Zdrowienia i inne, mówimy o konieczności wprowadzania zmian, a jednak mam wrażenie że wciąż tylko udajemy że je wprowadzamy.

Mimo wszystko wierzę, że w Polsce na dobre rozpoczął się proces tworzenia nowych standardów pomocy, dostosowany do potrzeb ludzi w kryzysie psychicznym. Przede wszystkim dzięki osobom z doświadczeniem choroby psychicznej oraz ich rodzinom, które swoim świadectwem udowadniają że wyzdrowienie jest możliwe.

 

W naszej rodzinie proces zdrowienia rozpoczął się w 2015 roku, kiedy pierwszy raz na jednej z konferencji usłyszeliśmy, że z choroby psychicznej można wyzdrowieć oraz
o finlandzkim podejściu leczenia opartym na Otwartym Dialogu.

Wcześniejsze lata choroby mojego brata były bardzo dramatyczne. W  szkole podstawowej Piotr przejawiał trudności w nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami. Zwykle był zawstydzony. Wywoływany do tablicy, miał trudności z odpowiadaniem na pytania nauczycieli. Paraliżował go lęk i stres. Środowisko szkolne (niewiedza oraz podejście nauczycieli) i domowe było dla niego ciągłym źródłem silnego stresu.

W szkole średniej problemy emocjonalne Piotra były coraz bardziej widoczne. Nauczyciele zaczęli zgłaszać rodzinie, że nie mają sumienia wywoływać Piotra do odpowiedzi na forum klasy. Miał mocne objawy fizyczne stresu. Był coraz bardziej wycofany, zaczęły pojawiać się nieobecności w szkole.

Dzięki podpowiedzi swojej wychowawczyni, Piotr rozpoczął psychoterapię. Odbywała się ona poza rodziną raz w tygodniu. Trafił także do psychiatry. Postawiono mu pierwszą diagnozę, którą była depresja. Włączono pierwsze leki. Stan Piotra jednak się pogarszał. Psychoterapia z psychologiem oraz farmakoterapia nie przynosiły żadnych skutków.

Po trzech latach terapii i regularnych wizyt u psychiatry, Piotr trafił na konsultację do profesora psychiatrii, który postawił mu diagnozę schizofrenii prostej. Powiedział, że Piotr choruje na nieuleczalną chorobę psychiczną i będzie chorował na nią do końca życia, co więcej jego stan będzie się pogarszał a objawy narastać. Rozpoczęły się lata wypełnione pobytami w różnych szpitalach i wciąż zmieniających się diagnoz schizofrenii prostej, rezydualnej, paranoidalnej, katatonicznej. Brat wpadł w tzw drzwi obrotowe. Ledwie skończył jedną hospitalizację a już zaczynał drugą. Łącznie był w szpitalu ponad 20 razy. W każdym ze szpitali włączano kolejne, coraz większe mieszanki leków psychotropowych. Piotr został uznany za pacjenta lekoopornego, bezkrytycznego wobec choroby, bez szans na terapię oraz wyzdrowienie, ponieważ w Polsce istnieje przekonanie że z pacjentem „w psychozie” nie powinno prowadzić się terapii – jest nieskuteczna. Sugerowano jedynie ośrodek zamknięty.

W 2017r. po trzy miesięcznym pobycie na oddziale zamkniętym w szpitalu w Toszku, Piotr został przewieziony do szpitala Babińskiego w Krakowie. Miał przebywać na oddziale rehabilitacyjnym przez rok. Jednak w okresie nasilenia objawów psychozy i ogólnym pogorszeniu stanu zdrowia zdecydowano o przyjęciu Piotra na oddział zamknięty, na którym przebywał 2 miesiące. W trakcie tego pobytu Piotr spotkał się z Matuszem Biernatem – Asystentem Zdrowienia, osobą z doświadczeniem kryzysy psychicznego. To wtedy, kiedy sytuacja była krytyczna, Piotr i Mateusz podjęli plan zdrowienia, który zakładał leczenie środowiskowe, powrót do domu, rozpoczęcie budowania dialogu w rodzinie oraz podjęcie pracy przez Piotra.

 

Coś co dla wielu lekarzy psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów było niemożliwe, stało się faktem. Piotr od pierwszego dnia pobytu w domu regularnie sam zażywał zalecane leki. Pierwsze 4 miesiące spotkań (co tydzień lub co 2 tyg.) z Mateuszem Biernatem
w środowisku domowym, przyniosły umiejętność prowadzenia dialogu w rodzinie.

W piątym miesiącu leczenia środowiskowego, przyszedł czas na podjęcie pracy przez Piotra.

Za 2 miesiące (po ok.10 latach w szpitalach psychiatrycznych) miną 2 lata, od kiedy Piotr nie był w szpitalu. Jest to ogromny sukces i dowód na to, że nikomu nie powinno odbierać się nadziei i wiary w to że wyzdrowienie jest możliwe, że ogromne znaczenie ma środowisko osoby w kryzysie psychicznym oraz jego wsparcie i odpowiednie podejście w procesie zdrowienia.

Asystentowi Zdrowienia Mateuszowi Biernatowi dziękujemy za ogromną wiarę w wyzdrowienie, przede wszystkim za podjęcie próby ratowania życia Piotra.

Data: 29 października 2019

Zrozumieć schizofrenię

“Od 10 lat mam diagnozę schizofrenii. Byłam trzy razy w szpitalu, dwa razy po pół roku i raz przez półtora miesiąca. Myślę, że na to jak krótka była ostatnia hospitalizacja, miało wpływ to, że swój czas poświeciła mi bliska osoba. Mój mąż siedział przy mnie w szpitalu codziennie, jak tylko można było najdłużej. Jego wsparcie było niezwykle cenne, bo on traktował mnie normalnie. Rozmawiał ze mną tak, jakbym była zdrowa. Choroba na schizofrenię w każdym przypadku ma inne objawy. Wiele razy zastanawiałam się, co łączy ludzi, którzy jej doświadczają. Mam wrażenie, że wszyscy bardzo mocno czujemy emocje otoczenia. Optymistyczne, radosne ciepłe podejście bliskich jest niezwykle pomocne”. Rozmowa o schizofrenii z Katarzyną Kisielińską, rzeczniczką Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia psychicznego. Rozmawiała Hanna Zielińska

Przejdź do audycji

Źródło: tok.fm.pl
Data: 2 sierpnia 2019

Czasami schizofrenia zaprasza ich do świata równoległego. Na co dzień żyją jak każdy z nas. Rozmowa z Ewą Piskorską

To było bardzo trudne. Świat wokół mnie zaczął się zmieniać. Ja bardzo mocno uwierzyłam, że wszystko wokół mnie się zmienia. Coraz trudniej było mi pracować, funkcjonować, wierzyłam że świat się zmienił na gorsze, że znajomi się ode mnie odwrócili – wspomina Ewa Piskorska, wolontariuszka Fundacji eFKropka. Jej poruszające świadectwo chorowania i zdrowienia można przeczytać na portalu naTemat,

Fundacja, do której należy pani Ewa zajmuje się przeciwdziałaniem stygmatyzacji osób doświadczonych kryzysem psychicznym m.in. służąc informacjami o tym gdzie szukać pomocy, organizując warsztaty dla psychologów, dziennikarzy, pielęgniarzy psychiatrycznych i przygotowując Kongres Zdrowia Psychicznego, który odbędzie się 3 czerwca w Pałacu Kultury w Warszawie. Spotkają się na nim osoby doświadczone kryzysem, ich bliscy, lekarze, psychologowie, pielęgniarze, osoby działające na rzecz osób chorujących w fundacjach. Główna cześć spotkanie będzie poświęcona działającym od zeszłego roku Centrom Zdrowia Psychicznego uruchomionym w ramach pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego.

Przejdź do artykułu

Źródło: NaTemat
Data: 7 marca 2019 rok

Rozmowa z Ewą Kubis asystentką zdrowienia

 

Przede wszystkim wspierać

Chodzi o to, by wspierać ludzi, którzy borykają się z kryzysem, którzy są na początku drogi ku zdrowieniu – zdezorientowanych, zagubionych, nie widzących przed sobą przyszłości – mówi Ewa Kubis, asystentka zdrowienia, która pracuje jako wsparcie konsultanta ds. studentów w kryzysach psychicznych na Uniwersytecie Pedagogicznym im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

W czym może być pomocny asystent zdrowienia?

 W moim przekonaniu ten zawód polega przede wszystkim na wspieraniu osób, które borykają się z kryzysem, które są na początku drogi ku zdrowieniu – zdezorientowanych, zagubionych, nie widzących przed sobą przyszłości.

Czytaj dalej...
Źródło: Biuro do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego
Data: 10 marca 2019 rok

Asystentka zdrowienia o swojej pracy

Niezbędne są takie cechy jak empatia, cierpliwość, umiejętność współpracy, słuchania i patrzenia, mówienia o własnych doświadczeniach w sposób konstruktywny, a przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka – o zawodzie asystenta zdrowienia mówi Anna Olearczuk.

Tekst ukazał się w Kwartalniku Rzecznika Praw Pacjenta dedykowanym wszystkim, którym dobro psychiatrii leży na sercu „Jednym Głosem dla Psychiatrii”

Pomaga innym dzieląc się własnym doświadczeniem

Pilotaż centrów zdrowia psychicznego ma poprawić sytuację pacjentów doświadczających kryzysu psychicznego. Innowacyjne zmiany przynoszą nowy sposób organizacji i funkcjonowania psychiatrii. Jedną z nich jest powołanie do życia funkcji tzw. asystentów zdrowienia, inaczej zwanych ekspertami przez doświadczenie, którzy sami doświadczyli kryzysu.

Samo pokonanie kryzysu psychicznego nie uprawnia z automatu do stania się asystentem zdrowienia. Odbywa on specjalistyczne szkolenie zakończone stażami w placówkach zajmujących się zdrowiem psychicznym. Kandydat na asystenta zdrowienia nie musi mieć szerokiej specjalistycznej wiedzy z medycyny czy prawa. To przede wszystkim odwołanie do osobistych doświadczeń, połączone ze specjalistycznym kursem sprawia, że można zostać asystentem zdrowienia. Jest nim Anna Olearczuk z fundacji eFkropka.

Poznajmy jej historię.

Czytaj dalej...

 

Źródło: Jednym głosem dla psychiatrii, kwartalnik Rzecznika Praw Pacjenta
Data: marzec 2019 rok

Świadectwo bliskiej osoby człowieka z doświadczeniem kryzysu psychicznego

Pięć lat temu nie wiedziałam, co to jest schizofrenia. Wiedziałam tylko, że to ta choroba „od wariatów”. Ale złośliwy los zechciał uczynić mnie ekspertką, i wcale nie chodzi tutaj o studia psychologiczne. Mój wymarzony, najbardziej ukochany chłopak na świecie w przeciągu kilku dni stracił rozum. Po prostu pewnego dnia zrobił się nagle wesoły, tak pewny siebie, jak nigdy w życiu, arogancki. Pomyślałam: to zupełnie do niego nie podobne. Potem przyszedł lęk. „Chodź do mnie!!!” – wiadomość na facebooku. „Co się stało?” „Boję się”. Nie wiedział, czego, chyba mafii, która miała go ścigać. Szpital. Byłam pewna, że szybko go wypuszczą, TO NIE JEST MOŻLIWE, żeby był chory psychicznie, to tylko skutek uboczny tych nowych antydepresantów. Pierwszy raz widziałam człowieka w psychozie, i miałam wrażenie, że to właśnie mój był najbardziej świrniętym pacjentem ze wszystkich na oddziale zamkniętym. To, co mnie zadziwiło, to niesamowita otwartość przebywających tam ludzi, tak jakby cicha solidarność. W końcu jechali na podobnym wózku. Psychotycy, niedoszli samobójcy, narkomani, alkoholicy, osoby z otępieniem i wiele innych efek. Na oddziale rehabilitacyjnym, gdzie leczeni są ustabilizowani pacjenci, już tak nie było: wróciły granice i poprawność, taka zdrowa sztywność międzyludzka. Mój pacjent spędził w szpitalu pięć miesięcy. Wrócił zaleczony, ale nie zdrowy. Bo mówi się, że psychoza to pożar, a po pożarze zostają zgliszcza. I to, co działo się po szpitalu, było najbardziej przerażające. Kompletna utrata poprzedniej osobowości, marazm, pustka. Spanie prawie cały dzień, nie wychodzenie z domu, odpowiadanie półsłówkami. I właśnie wtedy człowiek traci nadzieję. Trzy lata wycięte z życiorysu, tyle zabrała choroba. Gdzieś pod koniec tego okresu zaczęłam zauważać pierwsze znaki zdrowienia. Bardzo subtelne, na przykład chwilowy lepszy humor albo robienie planów na przyszłość. Wyjście z domu na koncert, pojechanie na wycieczkę. Mimo ogromnego lęku, postanowiłam zaryzykować i przejść z nim ten proces. Były lepsze i gorsze momenty, niejednokrotnie miałam dość. Ale byłam. Dzisiaj nikt nie powiedziałby, że kiedyś dostał diagnozę F20. Chodzi do pracy, zapisał się na studia. I tylko mnie denerwuje swoim gadulstwem.

 

Źródło: Archiwum Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego
Data: marzec 2019 rok

Katarzyna Szczerbowska: pogłoski o mojej śmierci są przesadzone

Jest dziennikarką, która doświadczyła kryzysu psychicznego. Ma zdiagnozowaną schizofrenię i od kilku lat działa na rzecz osób chorujących psychicznie. Rozmawiamy o tym, co mogą zrobić osoby bliskie, by pomóc w kryzysie.

Przejdź do artykułu

Źródło: www.hellozdrowie.pl
Data: 15 stycznia 2019 rok

Razem łatwiej

Zawód asystenta zdrowienia polega na wspieraniu osób, które doświadczają kryzysu psychicznego, którzy z niego wychodzą, na dzieleniu się z podopiecznymi doświadczeniami i sposobami na dbanie o zdrowie – mówi Krzysztof Henczak, certyfikowany asystent zdrowienia, koordynator w polskim Instytucie Otwartego Dialogu.

 

Asystent zdrowienia to osoba, która przeszła przez kryzys psychiczny i po odpowiednim przeszkoleniu i przejściu przez staż np. w szpitalu lub domu samopomocy, pracuje z pacjentami psychiatrycznymi. Na czym polega ta praca? W czym taki człowiek może być pomocny?

Krzystof Henczak: Zawód asystenta zdrowienia polega na wspieraniu osób, które doświadczają kryzysu psychicznego, którzy z niego wychodzą, na dzieleniu się z podopiecznymi swoimi doświadczeniami, swoimi sposobami na dbanie o zdrowie. Asystenci zdrowienia namawiają pacjentów na udział w terapii zajęciowej. Pomagają im podczas tych zajęć. Są dla pacjentów przykładem, że można sobie poradzić z kryzysem, że wrażliwość osób ze skłonnościami do kryzysu, może być atutem, że można ją pozytywnie wykorzystać a nie tylko być jej ofiarą. Wspierają też bliskich osób przechodzących przez kryzys. Opowiadają im jak kryzys wygląda z perspektywy pacjenta. Tłumaczą jak ważne jest okazywanie pacjentom pozytywnych emocji. Wyjaśniają, że często kryzys bliskiej osoby wymaga cierpliwości jej otoczenia. Warto wiedzieć, że w wielu przypadkach choroba kończy się na jednym lub dwóch epizodach, że żeby z nią walczyć należy pilnować odpoczynku, regularnego odżywiania się, dbania o swoje więzi z ludźmi. Pielęgnowania relacji można uczyć się dzięki psychoterapii, ale też dzięki kontaktowi z asystentami zdrowienia. Niemal za każdym zdrowieniem stoi jakaś osoba, która w nie wierzy, wierzy w pacjenta. To może być siostra, matka, mąż, ale też psychiatra, psycholog czy asystent zdrowienia. Daniel Fisher, amerykański psychiatra, który w młodości trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego schizofrenię, często wspomina, że za jego wyzdrowieniem stał szwagier. Kiedy jako pacjent zwierzył mu się, że chce zostać lekarzem psychiatrą, szwagier odpowiedział – wierzę w ciebie, wierzę, że ci się uda. Daniel Fisher trzymał się tych słów, dzięki szwagrowi uwierzył, że może wyzdrowieć i spełnić swoje marzenie. Dziś jeździ po świecie, żeby swoim przykładem pokazywać, że diagnoza schizofrenii to nie wyrok, że można wyjść z kryzysu. Asystenci zdrowienia wierzą w swoich podopiecznych.

Czytaj dalej...
Źródło: Materiał Biura ds Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego
Data: 25 stycznia 2019 roku został opublikowany na stronie www.czp.org.pl